Publikacje edukacyjne
strona główna  archiwum  dziedziny  nowości  zasady  szukaj  pomoc  poczta  redakcja 
               

 

Publikacja nr
10057
rok szkolny
2012/2013

 
Archiwum publikacji
w serwisie Publikacje edukacyjne

Dyslektyk też człowiek

Gdy zdrowe dziecko przychodzi na świat w rodzinie, która je oczekuje, to według wszelkich danych powinno wyrosnąć na wartościowego, pewnego siebie człowieka. Przyjmijmy, że rodzina zapewnia mu miłość, wsparcie, poczucie bezpieczeństwa, prawidłowe wyżywienie, opiekę medyczną, rozwój fizyczny i przejawianych zdolności.

Dziecko rozwija się prawidłowo i dopiero około 4/5 roku życia uważny rodzic lub pedagog w grupie przedszkolnej zwróci uwagę, że maluch wybiera wszelkie aktywności, które nie wymagają dłuższej koncentracji, czasem ma wadę wymowy, pomija napisy pod obrazkami, słucha tylko krótkich historyjek, lubi by je często powtarzać, nie interesuje się literami czy cyframi, często coś gubi. Zwykle nie martwimy się tym bardzo, bo przecież każdy człowiek rozwija się w sposób indywidualny, zarówno pod względem emocjonalnym, fizycznym i psychicznym. Czasem sięgamy po pomoc logopedy i gdy uda nam się poprawić błędy w wymowie, myślimy, że wszystko jest w porządku.

Przychodzi czas, gdy nasz mały pupil wędruje do szkoły. Widzimy, że lubi do niej chodzić, choć bardziej zależy mu na spotkaniach z kolegami i koleżankami oraz swoją panią niż na samej nauce liter czy cyfr. Zapytany, co było w szkole, opowiada nam co jadł, w co się bawił, nie pamięta zwykle czy coś ma do odrobienia w domu. No cóż, może jeszcze przyjdzie na to czas....


REKLAMA

Coraz częściej otrzymujemy sygnały, że syn/ córka nie odrabia zadań domowych, nie uczy się pisać lub czytać. Rozmawiamy z dzieckiem, tłumacząc jak ważna jest dla niego nauka. Zaczynamy ćwiczyć z dzieckiem według wskazówek nauczyciela czytanie i pisanie. Nadal nie ma jednak takich postępów w nauce liter, jakie osiągają inne dzieci, np.: sąsiadów czy nasza starsza, a nawet młodsza latorośl. Obserwujemy, jak dziecko stara się sprostać naszym wymaganiom, wykonuje więcej ćwiczeń w tym zakresie niż inni a jednak nie może pochwalić się dobrymi efektami. Wreszcie zniechęca się, mówi, że szkoła jest głupia i nie chce do niej uczęszczać lub chodzi tylko po to, by się w niej spotkać ze znajomymi.

Szukamy więc pomocy w poradni psychologiczno- pedagogicznej, gdzie specjaliści gruntownie badają rozwój emocjonalno-poznawczy naszego dziecka, określają jego potencjał intelektualny. W rozmowach z psychologiem czy pedagogiem dowiadujemy się, że nasze dziecko ma specyficzne trudności w czytaniu i pisaniu. Co to takiego? – pytamy i sprawdzamy na stronach internetowych. Obwiniamy siebie, że może coś zaniedbaliśmy.

Większość rodziców nie zdaje sobie sprawy, że tak wiele funkcji poznawczych jest wykorzystywane podczas nauki szkolnej. Należą do nich percepcja słuchowa i wzrokowa, koordynacja wzrokowo-ruchowa, mała i duża motoryka, pamięć wzrokowa i słuchowa, pamięć świeża i trwała, koncentracja uwagi, integracja sensoryczna i ruchowa, itd. Wystarczy niezbyt wielka dysfunkcja kilku z funkcji, by młody człowiek przejawiał trudności w nauce mimo dobrego, często ponadprzeciętnego poziomu intelektualnego. Wówczas wydawana jest opinia psychologiczno-pedagogiczna, w której znajdują się nie tylko informacje o poziomie rozwoju poszczególnych funkcji, lecz także określenie zakresu nieharmonijnego rozwoju i dysleksji wraz ze wskazówkami do pracy w szkole i w domu.

Nasze dziecko powinno wykonywać dodatkowe ćwiczenia rozwijające jego słabe i mocne funkcje. Mówiąc wprost musi robić więcej niż inni uczniowie, często nie widząc efektów swojego wysiłku. Ważne jest, aby rodzic doceniał pracę podjętą przez dziecko. Czasem trzeba obniżyć próg wymagań i chwalić za osiągnięcie trójki, a nie tylko piątki i czwórki. Uczymy się przecież przez całe życie i zawsze możemy nadrobić braki, które wcześniej powstały, wystarczy wytrwałość i motywacja do pracy. Czasem nigdy nie wykorzystujemy nabytych w szkole umiejętności, dlatego ważniejsze jest, czy dziecko rozumie to czego się uczy, a nie jak wysoki stopień otrzymuje, byleby był on pozytywny i pozwalał na dalszy rozwój. Rodzic często żartuje: " nasze dziecko nie będzie intelektualistą...". Może się bardzo pomylić, bo dysleksja nie wyklucza wysokiej inteligencji. Pamiętajmy, że aby mogła być orzeczona przez zespół specjalistów w poradni, poziom intelektualny badanej osoby musi być w normie lub ponadprzeciętny. Dyslektyk musi odnaleźć drogę rozwoju oraz wybraną dziedzinę i chcieć się w tym kierunku rozwijać.

Czy to w jakiś sposób zmienia sytuację dziecka? Pamiętamy, że funkcjonuje ono w określonej klasie. Tam nie może zabłysnąć przed rówieśnikami nabytymi umiejętnościami, bo mimo ćwiczeń są one zwykle na niższym poziomie niż u równolatków. Czasem jest wyśmiewany lub wykluczany z grupy, gdyż nie może równie szybko i sprawnie w niej pracować. Czasem nie umie wziąć udziału w dyskusji bo nie ma odpowiednio pojemnej pamięci słuchowej, nie rozumie aluzji czy dowcipów słownych, bo nie potrafi ich szybko odkodować, nie potrafi na nie odpowiedzieć. Co myśli taki mały człowiek? Przypuszczam, że: " nie lubią mnie", " nie jestem ich kumplem", " jestem głupi"..... Jego motywacja do chodzenia do szkoły i nauki jest coraz słabsza. Może to robić jeszcze ze względu na rodziców, jeśli oni pomagają i odpowiednio zachęcają go. Jeżeli i z tej strony nie ma nacisku, bo opiekunowie nie interesują się nauką pupila lub nadmiernie współczują mu, obwiniając wszystkich wokół za słabe postępy i brak akceptacji w grupie. W najbardziej skrajnych przypadkach dzieciak odmawia pójścia do szkoły, wagaruje lub nie chce podejmować ćwiczeń rozwijających jego zaburzone funkcje.

"Co robić ?" – pyta się rodzic nauczycieli czy innych specjalistów. Słyszy zwykle: "motywować do podejmowania nauki". Dorośli stają przed dylematem w jaki sposób to zrobić. Jedni wybierają pieniądze jako środek dopingujący, płacąc za dobre stopnie lub kupując wymarzone rzeczy, inni stawiają na szali swoje uczucia, chwalą, przytulają i okazują więcej uwagi, gdy zdobędzie lepsze oceny, jeśli nie, odtrącają dziecko lub okazują swoje niezadowolenie. Obydwie metody są bardzo niebezpieczne i niekorzystne dla kształtującej się osobowości. Znika bowiem poczucie bezpieczeństwa zapewniane przez bezwarunkową miłość. Celem stają się prezenty i pieniądze, a nie samorozwój. Nasz pupil jest coraz bardziej niedowartościowany, sam nie podejmuje działań.

Sztuka motywacji jest prosta, wzmacniać nagrodami pożądane zachowania, a osłabiać karami niewłaściwe, niezgodne z celem, do którego dążymy. Tu pojawia się następny problem, jak znaleźć właściwe kary i nagrody? Najważniejsze jest, aby były one atrakcyjne i akceptowane przez dziecko. Dlatego zadbajmy najpierw o rozwój pozaszkolny wychowanka. Poszukajmy wraz z nim kółek zainteresowań, nauczmy go systematyczności w uczestniczeniu w nich, odnajdźmy mocne strony małego człowieka i rozwijajmy je. Gdy zajęcia lub inna forma aktywności jest ważna dla dziecka, mamy już gotowe kary i nagrody. Dla przykładu dziecko uczestniczy w zespole tanecznym, tu nagrodą mogą być nowe buty do tańca czy nasz udział w występie, nawet gdy musimy wziąć wolny dzień, a karą brak uczestnictwa w zajęciach czy nie inwestowanie w strój taneczny. Mamy wówczas co dać lub zabrać. Im więcej rozbudzimy zainteresowań w naszym dziecku, tym łatwiej jest nam motywować go do podejmowania nielubianych zajęć szkolnych. Bowiem warunkiem jego uczestnictwa w zajęciach jest wcześniejsze przygotowanie się do lekcji na dzień następny. Ważne jest też to, że ograniczamy czas nauki, bo przecież aby uczestniczyć w zajęciach, musi najpierw zdążyć odrobić lekcje i nauczyć się do lekcji na następny dzień. Zrobi to szybciej i skuteczniej.

Czas mija, nasze dziecko kończy okres nauki w klasach 1-3. Uczy się w klasie czwartej czy piątej. Robi małe postępy w nauce, które umożliwiają mu naukę w klasach wyższych. Nadal jednak prezentuje duże trudności w nauce i zachowaniu społecznym. Dobrze jeśli dorosłym udaje się znaleźć złoty środek motywujący go do nauki, jeśli nie problemy są coraz większe. Pamiętajmy bowiem, że nasz syn/ córka zaczyna przeistaczać w młodego człowieka. Zaczyna być krytyczny wobec świata, a przede wszystkim wobec samego siebie. Obserwuje kolegów w klasie, oni są o wiele atrakcyjniejsi i mądrzejsi od niego. Łatwo im przychodzi nauka, mniej się uczą, a otrzymują lepsze oceny. Jaki może wyciągnąć z tego w niosek: "Jestem nic nie warty, głupi. Nie będę się uczył i tak nie mam szans...".

Jeśli nauczyciele w szkole są dobrze nastawieni do sprawy dysleksji, akceptują tą dysfunkcję i wiedzą co mogą zrobić, by nauka dla takiego ucznia nie była gehenną, to stosują wobec niego pewne udogodnienia. W klasie są również rówieśnicy, którzy obserwują, że nasz dyslektyk ma podczas lekcji łatwiej. Może mniej zrobić a uzyskuje lepsze oceny, np. na j. polskim uzupełnia tekst z lukami zamiast pisać całe dyktando. Często zazdroszczą mu, zwłaszcza ci, którzy nie uczą się systematycznie i nawarstwiają się im zaległości. Też chcieliby robić mniej. Dlatego, gdy tylko nadarza się okazja, odtrącają go, wyśmiewają jego niskie umiejętności, nie chcą się z nim przyjaźnić. Młody człowiek szuka wyjścia. Czasami jest agresywny czy sięga po przekupstwo, staje się ofiarą klasową lub błaznem śmiejącym się z siebie, zamyka się w sobie i odsuwa poza grupę. To tylko niektóre przykłady zachowań, które może prezentować " niechciany" w grupie młody człowiek. Widzimy jednak, że żadne z nich nie wpływa pozytywnie na jego rozwój.

Pamiętajmy też, że nie wszyscy nauczyciele są przekonani o potrzebie niesienia pomocy dyslektykowi. Uczeń ma sprostać wymaganiom stawianym na danym przedmiocie, jeśli tego nie robi ponosi konsekwencje w postaci gorszych ocen, poprawek a czasem nawet wyśmiewania jego braku kompetencji przy klasie. Dla ucznia o średnich lub dużych deficytach dyslektycznych nauka na takim przedmiocie jest bardzo trudna, okupiona ocenami niedostatecznymi i brakiem chęci do poprawy czy przyswajania podstawowych umiejętności. Czasami od dorosłych młody człowiek słyszy, że dysleksja to kolejny wymysł naukowców, by nie nazywać uczniów o niskich możliwościach intelektualnych głupkami. Takie nastawienie również nie pomaga młodemu człowiekowi. Potwierdza tyko, że jest nic nie warty, głupi. Więc po co ma wykonywać jakieś dodatkowe ćwiczenia, które nakłada na niego rodzic lub poradnia, by zmniejszać dysfunkcje lub rozwijać mocne strony sfery poznawczej.

Tak docieramy do klas gimnazjalnych czy późniejszych w szkołach zawodowych lub licealnych. W tym okresie rozwoju młody człowiek zaprzecza wszelkim autorytetom, poszukuje własnej tożsamości, chce być akceptowany w grupie rówieśniczej, która jest teraz jedynym punktem odniesienia co do własnej wartości. Częściej dochodzi do kłótni i niegrzecznych odzywek pod adresem opiekunów, które wcześniej nigdy nie miały miejsca. Rodzice są zdezorientowani, po omacku szukają drogi dotarcia do swojego dziecka. Czują, że nie maja już wpływu na jego zachowania. Sposoby postępowania rodziców to oddzielny temat do rozważań, często szczegółowo opisywany przez psychologów czy poradniki dla rodziców, którzy napotykają trudności w wychowaniu młodych ludzi.

Jak czyje się nasz dyslektyk? Co o sobie myśli? Obserwując go widzimy, że ma bardzo niską samoocenę. Nie wierzy w swoje możliwości intelektualne i sprawcze, czuje się odrzucany przez grupę społeczną. Często nie akceptuje własnego wyglądu, stara się zaistnieć poprzez strój, kolor włosów czy uczesanie. Eksperymentuje, nie zawsze sięgając po bezpieczne środki. Wówczas najczęściej młody człowiek zaczyna sięgać po używki: papierosy, alkohol jako substytuty dorosłości i niezależności. Czasem identyfikuje się ze zdemoralizowaną grupą społeczną, która go przygarnia. Tam jest akceptowany, lubiany. W chwilach załamania lub za namową rówieśników zaczyna sięgać po odurzające lekarstwa, narkotyki, kłamie czy ucieka z domu. Oczywiście nie musi tak być, może wybrać samotność lub kontakty za pomocą internetu, uciekać w świat literatury.

Wróćmy teraz do początku. Urodziło się wspaniałe, zdrowe dziecko. Podczas rozwoju ujawniły się dysfunkcje, powodujące nieharmonijny rozwój. Przy niekorzystnych oddziaływaniach dorosłych i rówieśników ten mały problem zdominował rozwój człowieka. Sprawił, że zamiast wartościowej, wierzącej w siebie i swoje możliwości, pięknej i pełnej młodzieńczej energii osoby, widzimy zakompleksioną, nie dążącą do niczego, często wyizolowaną społecznie jednostkę. W jaki sposób ma wejść w dorosłe życie, pełne wyzwań i nieznanych ludzi?

Pamiętajmy zatem, że dyslektyk też jest człowiekiem. Ma niewielkie dysfunkcje rozwojowe ale przy pozytywnym nastawieniu do jego problemów, może osiągać w różnych dziedzinach sukcesy. Mam na myśli również niektóre przedmioty szkolne, być lubianym przez rówieśników, zdobywać nowe umiejętności, czytać i uczyć się. Gdy spotykamy na swojej drodze dyslektyka, spojrzyjmy na niego życzliwie, pomóżmy jeśli jest taka potrzeba i konsekwentnie uczmy go, że świat będzie od niego wymagał pracy i angażowania się w to, co dzieje się wokół niego. Wówczas, gdy dorośnie będzie korzystał czasem ze wsporników, typu słownik ortograficzny, dyktafon czy kalendarz ale znając swoje mocne i słabe strony pokaże jak wspaniale żyć, pracując i będąc szczęśliwym wśród ludzi. Możliwości jest przecież tak wiele. Pozwólmy tylko, by rozwinął swoje uzdolnienia, cieszmy się z każdego najmniejszego sukcesu, otaczajmy go miłością i zrozumieniem, a sam znajdzie swoją drogę.

Pedagog, terapeuta pedagogiczny, surdo i oligopedagog, rodzic dziecka dysgraficznego i dyslektycznego, wieloletni pracownik szkoły i ośrodka szkolno- wychowawczego
Ewa Demków


Zaświadczenie online



numer online: 107 gości

reklama