Publikacje edukacyjne
strona główna  archiwum  dziedziny  nowości  zasady  szukaj  pomoc  poczta  redakcja 
               

 

Publikacja nr
10236
rok szkolny
2012/2013

 
Archiwum publikacji
w serwisie Publikacje edukacyjne

Nieznany świat nastolatka

Adolescencja - to okres intensywnego wzrostu i przemian w organizmie. Hormony "buzując", wpływają na nastrój i zwiększą drażliwość. Dorastające dziecko chciałoby mieć więcej wolności i zaufania. Tymczasem rodzice coraz więcej od niego wymagają - zakazy, nakazy. Tak rodzi się bunt.
Esej przedstawia opis zdarzeń, sytuacji, które mogą zaskoczyć rodzica dorastającego syna, ukazany z perspektywy matki.


REKLAMA

Dziwne, że nieznany. Przecież każdy z nas był nastolatkiem. Każdy z nas przeżywał wszystko to, co przeżywa nasze dziecko - pierwsze pryszcze, wątpliwości, co do swej normalności, pierwszy pocałunek... Jak to się dzieje, że sami kiedyś będąc nastolatkami, później już jako rodzice zastanawiamy się, co się z naszym dzieckiem dzieje. Przecież był takim grzecznym chłopcem. Z nostalgią oglądamy zdjęcia, wspominamy i nie rozumiemy, co się dzieje z naszą pociechą. Pyskuje, lekceważy nasze rady, zamyka się w pokoju, gdzie spędza większość czasu i z dezaprobatą patrzy na nas, kiedy chcemy wejść, i nie daj Boże zapytać, co się dzieje.

Stwierdzenie "nieznany świat nastolatka" - wielokrotnie niezrozumiałe są motywy postępowania nastolatka. Czasami nie wiemy, ale zdarza się, że nie chcemy wiedzieć. O dziwo, potrafimy poradzić przyjaciółce, ale ze swoim dzieckiem jakoś nie za bardzo nam to wychodzi. "Nieznany świat nastolatka" również dotyczy dziecka - wkracza w nowy, sobie nieznany i zaskakujący świat.

PIERWSZY BUNT, TE DZIEWCZYNY I ŚMIERDZĄCE KANAPKI

13-14 lat - Piękny wiek? - niejeden zapyta.

Pamiętam jak dziś - sobota i zwyczajne porządki. Przydział zadań znany - przecież się nie domyśli i nie zapyta, co ma zrobić. Z resztą, ostatnio ciągle zamyka się w swoim pokoju. Co on tam robi, ileż można i... ta muzyka? Ale schody mógłby umyć. I... stało się: nie umyje. Skwitował z wrzaskiem, że nie umyje i żebym mu więcej nie kazała. Trzasnął drzwiami swego pokoju i tyle go widziałam.

Nadeszło. Wiedziałam, że kiedyś da o sobie znać bunt młodzieńczy. Po prostu zaczyna dorastać. W jego życiu następuje wiele zmian. Zmienia się wygląd (upodabnia się do dorosłego) zmienia się też jego psychika. I tak jak byłam przygotowana, tak samo byłam zaskoczona. Z głową pełną myśli, co dalej i jak zareagować, zabrałam się za porządki. W sumie na pierwszy raz nie było najgorzej. Ale tylko tak mi się wydawało.

Po godzinie zajrzałam do pokoju. Siedząc przy biurku, głowę oparł na splecionych rękach i... płakał. Zasmarkany i zalany łzami, przepraszał za to, co zrobił. Przekonywał, że nie chciał tak krzyczeć i że nie wie, dlaczego tak się stało.

Tyle wcześniejszych rozmyślań na ten moment... i co ja mam zrobić? Uspokoić swoje dziecko, wyjaśnić, że tak jeszcze może być, uświadomić, jak sobie z tym radzić. Łatwo powiedzieć, ale trzeba to zrobić. Ważne: nie mogę stracić dobrego kontaktu z własnym dzieckiem.

Stwierdził, że dziewczyny ich nie interesują - "ich" w znaczeniu koledzy z podwórka. No Dorotka jest fajna (ma komputer). Co spowodowało taki zwrot? Na skutek zwiększonej intensywności odczuć seksualnych następuje aktywizacja lęku. Cieszę się z jego wyjść z domu - ma przyjaciół, z którymi świetnie się czuje. Przeniesienie więzi emocjonalnych i autorytetu na grupę uchroni go przed poczuciem winy, że nie udaje mu się dostosowywać do wewnętrznych standardów.

I jeszcze jedno: jak można tak żyć? Dlaczego w pokoju taki bałagan? Skarpetki i stare niezjedzone kanapki dają o sobie znać - czuję je zaraz po uchyleniu drzwi. W asyście marudzenia, egzekwuję, by w pokoju było czysto, ale już nie ingeruję w to, jak ma ustawione książki - może być w stos.

CZY TO WSZYSTKO JEST NORMALNE? - GINEKOMASTIA, ZA DŁUGI TUŁÓW, TRĄDZIK, I... TE WŁOSY

15 lat - piękny wiek i wielkie problemy!

Zdecydował - więcej nie pójdzie na pływalnię! I ciągle prosi o zwolnienia z lekcji w-f. Powód - większe niż u kolegów gruczoły sutkowe. Rzeczywiście jest trochę przy sobie. Zawsze był duży - jak się urodził miał 5 kg i 62 cm. Faktycznie, nawet spod luźnej koszulki widać znaczne uwypuklenia. Jak pogodzi się ze swoją fizjonomią? A jeszcze serial "Kiepscy", o którym rozmawiają koledzy i występujący bohater, zwany "Cycu". Wiem, że lubi pływać, świetnie skacze na główkę, uwielbia wodę, a z niej rezygnuje. Co czuje dziecko z takim problemem?

Wizytę w klinice zniósł dzielniej niż ja. Podczas zastrzyku w pupę delikatnie i z oporem odsuwa spodenki, ale kiedy konsylium oglądało jego ciało, nie widać było skrępowania. Bardzo chciał, aby "to" znikło. Galopujące myśli: jak operacja wpłynie na jego psychikę, a jeśli "tego" nie zrobimy, to jakie będą następstwa? Wiem, że przeżywa z tego powodu rozmaite rozterki, że może przestać wierzyć we własną męskość.

Werdykt lekarski: musisz schudnąć i po roku zobaczymy. Schudł, ale "to" pozostało. Następna wizyta i rozstrzygnięcie: kwalifikuje się do operacji.

Szczęśliwy. Szwów prawie nie widać. Na wszelki wypadek wymyśliliśmy historię z dzieciństwa o ucieczce z piwnicy przez małe okienko, w którym tkwiły na brzegach kawałki szkła - stąd te blizny po obu stronach klatki piersiowej. Wiele wytrzymał, a teraz szczupły, bez skrępowania zdejmuje podkoszulek.

Ale to dopiero początek - pojawiają się nowe problemy: trądzik, za długi tułów i te włosy. Włosy owszem są tam gdzie powinny być - nogi, pachy, pachwiny. Nie ma ich tu gdzie, według mego syna powinny być - na twarzy! Najlepszy kolega ma, a on nie! Cóż pozostał flamaster, albo pogodzić się z naturą. Tata miał tak samo.

Kanapki już mniej śmierdzą, a płyn na pryszcze jest systematycznie uzupełniany.

A MOŻE DO JAROCINA, TEATR MOIM ŚWIATEM

16 lat - przepiękny wiek i pomysły też!

Zdecydowali!!! Całą paczką jadą do Jarocina. Rozmowa z rodzicami to tylko formalność! Przecież są prawie dorośli! Narada z mężem. Lęki, obawy i perswadowanie...

Widać, że się boi, że chce abyśmy mu nie pozwolili. Ewidentnie prowokuje nas do pomocy. A kiedy chcemy mu pomóc i się nie zgadzamy, oskarża nas, że traktujemy go jak dziecko. A w ogóle już nie raz mówił, że jesteśmy staroświeccy, pozbawieni radości życia i zgryźliwi. Jakakolwiek próba usprawiedliwiania się z naszej strony powoduje u niego pełne wściekłości pragnienie odegrania się i przeświadczenie o swej męczarni. Sytuacja przypomina walkę, która robi się coraz bardziej zacięta. Walkę, gdzie nie ma zwycięzców.

Nie pojechali. "Coś" kolegom wypadło i nie mogli jechać. Dopiero po latach przyznał się, że bał się bardziej niż my. Tak w ogóle, to nie chciał jechać, ale też nie chciał wypaść przed kolegami na tchórza.

Nadeszła i ta chwila - męska decyzja: tatuaż! Taki mały! Na przedramieniu. Przecież jestem prawie dorosły! Usłyszał, że owszem, ale najpierw ja sobie zrobię taką malutką żmijkę na szyi - już dawno o tym myślałam, nawet w intrenecie znalazłam zdjęcie i adres studia. Byłam przekonująca - mąż też uwierzył. Przestał naciskać, kiedy stwierdziłam, że na następną wywiadówkę pójdę pięknie wygrawerowana. Cóż, przypuszczalnie dopóki nie chce zmienić płci, to wszystko jest w normie.

W liceum czuje się świetnie. Teatr to jego żywioł. Chodzi na spotkania koła teatralnego, występuje na scenie miejskiego domu kultury, całą grupą wyjeżdża dwa razy w miesiącu do teatru. Gra też na gitarze (piosenki trochę inne niż z mojej młodości i dziwnie melancholijne).

Zaczynam się niepokoić - jest taki nieobecny. No i mamy powód - oceny spadły. Z mężem rozmawiamy z nim o odpowiedzialności, o tym, że tak jak mówi, jest prawie dorosły i żeby się zastanowił nad swoim życiem. Mąż wychodzi z siebie. Widać: sytuacja jest napięta. Odpowiedź prosta: "Oj mamo, mamo, wiem co robię!"

To była nasza pierwsza poważna sprzeczka. Usłyszałam coś, co powinno mnie zranić, ale raniąc dało też ulgę. Argumentacja i udowadnianie, czym to się skończy, wyzwoliło jego zaciętość. Powiedział to, co go męczyło: "My już nigdy nie będziemy przyjaciółmi". Sama byłam zdziwiona swoim spokojem. Po roku, zapyta:, "Dlaczego mamo zawsze masz rację?"

W takich konfliktowych sytuacjach, niezwykle cenny jest głos męża. Najbardziej się dogadują, kiedy są sami. Wszelkie poważne prace wokół domu czy przy samochodzie zbliżają ich i co dziwne, wtedy świetnie się dogadują.

Widoczne jest, jak syn zmaga się ze zintensyfikowanym poczuciem zależności i więzi z nami. Równocześnie pragnie uzyskać autonomię i niezależność. Mocno zaznaczony negatywizm, to jego krok w procesie indywiduacji, a nie tylko wyraz wrogości. Ale wiem, że przyjdzie moment, kiedy zacznie negocjować "zbliżenie" z nami. Niektóre nasze standardy zaakceptuje, niektóre odrzuci. Będzie postrzegać nas, jako "dość dobrych" lub będzie miał pewne zrozumienie dla naszych niedostatków.

Czy można ochronić swoje dziecko przed tym, co nieuchronne?

DLACZEGO ONA MNIE NIE ZAUWAŻA - PIERWSZE WIERSZE

Zamyślony, wzdychający i prawie nieobecny. Pisze wiersze, opowiadania i tworzy grafiki (rany, ja też to robiłam). Wspomnienie, kiedy to było? No tak - pierwsze zauroczenie, to musi być to.

Na imię miała Agata. Chodził jak struty. Kiedyś zapytał "Mamo, dlaczego ona mnie nie zauważa?" Rozmawiamy, łamiemy lody. Moje dziecko ma we mnie wsparcie.

ŻEGNAJ AGATO!

Przeprowadzka, kiedy tworzą się pierwsze przyjaźnie, nie jest najlepszym posunięciem. Ale tak trzeba - tam dom nasz, gdzie praca. Ze łzami w oczach zapisuje się do nowej szkoły. Niechętnie wchodzi w nowe grono rówieśników. Tęskni za przyjaciółmi. Jak ukoić jego ból? Internet i gadu-gadu trochę pomagają. Ale perspektywa spędzenia tygodnia w czasie wakacji ze starymi znajomymi dodaje mu skrzydeł. Już i "ta" szkoła nie jest taka tragiczna, a dziewczyny chyba ciut ładniejsze.

TO DLA NIEJ BYŁY TE WSZYSTKIE WIERSZE - KOCHAM OLĘ

Wakacje minęły, a Agata okazała się już tylko koleżanką. Wierszy przybywa. Pojawia się pierwsza możliwość prezentacji twórczości na wieczornym spotkaniu w bibliotece publicznej. Zaproszenia, świece i... mój syn nie sam prezentuje swą twórczość poetycką. Ola ma śliczny głos i w ogóle jest śliczna. Uśmiecha się i trzyma mojego syna za rękę. Razem czytają, a oczy im płoną. Moje dziecko podchodzi do mnie - "Już wiem - to dla Oli były te wszystkie wiersze".

WROCEK JEST PIĘKNY - SAMODZIELNOŚĆ JUŻ MNIEJ

18 lat - wiek dojrzałości.

Studia i bolesne rozstanie z Olą.

Samodzielnie podejmowane decyzje i zachłyśnięcie się wolnością. To widać i słychać. A z mojej strony pojawia się chęć kontrolowania z jednoczesnym pragnieniem zaufania synowi.

Bożena Wajda-Kasprzyk
Przedszkole nr 5
"Słoneczny Zakątek"
w Ostrzeszowie


Zaświadczenie online



numer online: 112 gości

reklama