Publikacje edukacyjne
strona główna  archiwum  dziedziny  nowości  zasady  szukaj  pomoc  poczta  redakcja 
               

 

Publikacja nr
1867
rok szkolny
2005/2006

 
Archiwum publikacji
w serwisie Publikacje edukacyjne

Świąteczne opowieści

Autorka pisze samodzielnie opowiadania dla dzieci.

Betlejemska historia

Dawno, dawno temu kiedy na świecie nie było ani was, ani waszej mamy, ani babci, ani nikogo kogo znacie, żyła pewna kobieta imieniem Maria

Maria miała bardzo dobre serduszko. Kochała ludzi i Boga, dlatego spodobała się mu. Obiecał więc jej Pan Bóg, że urodzi syna. I tak właśnie się stało.

Pewnej gwiaździstej nocy na niebie pojawiła się niezwykła gwiazda, tak duża i tak jasna, że wszyscy zwrócili na nią uwagę. Zauważyli ją także trzej królowie. To byli bardzo mądrzy królowie, czytali dużo ksiąg i znali się na gwiazdach. Dlatego wiedzieli, że ta gwiazda oznacza, że narodził się ktoś bardzo ważny, ktoś tak ważny jak król. Spakowali więc swoje prezenty dla króla i pojechali go szukać aby mu się pokłonić. Jechali długo, wiele dni i nocy a niezwykła gwiazda wskazywała im drogę. Wreszcie zmęczeni podróżą zatrzymali się w małym miasteczku, które nazywało się Betlejem.

Zatrzymali się tam, bo tam zatrzymała się prześliczna gwiazda i tak jasno mrugała jakby chciała powiedzieć, że to tu właśnie trzeba szukać królewskiego dzieciątka.

Niedaleko Betlejem mieszkali także pasterze, którzy pilnowali swoich owieczek na pobliskich łąkach. Oni też zauważyli jasną gwiazdę. Bardzo się przestraszyli, bo od jej światła zrobiło się jasno jak w dzień, a przecież to była jeszcze noc. I wtedy usłyszeli głos anioła z nieba:
- Nie bójcie się! Urodziło się dzieciątko niezwykłe. Nazywa się Jezus. Ono jest Synem Bożym, będzie królem. Idźcie mu się pokłonić. Jasna gwiazda zaprowadzi was do niego.

I poszli pasterze za gwiazdą aż do samego Betlejem, do maleńkiej chatki. Bardzo się zdziwili, bo myśleli, że król będzie mieszkał w pałacu. A tu zamiast króla zobaczyli w ubogiej stajence, gdzie mieszkały zwierzątka małego dzidziusia leżącego na sianku. Jego mamusia Maria kołysała go do snu a tatuś Józef stał nad nimi i cieszył się z ich szczęścia.

Gwiazda przyprowadziła do stajenki także królów. Oni wiedzieli, że to maleńkie biedne dzieciątko nie jest zwykłym dzieckiem lecz Synem Bożym, który przyniesie ludziom radość i zabierze ich do nieba. Więc chętnie pokłonili się Jezusowi i dali mu wspaniałe prezenty. A wtedy z nieba zeszli aniołowie i razem z pasterzami i królami zaczęli dziecku pięknie śpiewać. Tak pięknie jak dotąd nikt jeszcze nikomu nie śpiewał .

O tym wydarzeniu usłyszało wielu ludzi. I wielu dobrych ludzi do dziś o nim pamięta. Ciesząc się z narodzenia Pana Jezusa śpiewają z całych sił piękne pieśni.

Opowieść o starszym panu w czerwonym płaszczu z wielkim workiem na plecach

Dawno, dawno temu, gdy na świecie nie było ani ciebie, ani twojej mamy, ani mnie, ani nawet mojej babci, żył pewien dobry, starszy człowiek o imieniu Mikołaj.

Był on bardzo bogaty i niczego mu nie brakowało oprócz dzieci.

Mikołaj miał też bardzo, bardzo dobre serduszko i niezmiernie kochał dzieci. Bolało go, że on jest bogaty, ma ciepły dom i dużo jedzenia na stole, a dzieci z biednych domów chodzą głodne.

Szczególnie przykro było mu w piękny wigilijny wieczór, gdy pierwsza gwiazdka pojawiała się na niebie, przyjaźnie nastawieni ludzie siadali do wieczerzy wigilijnej, na choince zapalały się świeczki a w jego oknach pojawiały się buzie biednych dzieci.

Mikołaj także mocno kochał Pana Jezusa i wiedział, że Pan Jezus nakazał bogatym dzielić się z biednymi, dlatego też gdy tylko widział dziecięce buzie w oknach, otwierał swoje drzwi i zapraszał dzieci na wspaniałą ucztę. Powszechnie wiadomo było, że u Mikołaja jest tego dnia bardzo wesoło. On też cieszył się widząc roześmianych małych brzdąców.

Mikołaj wiedział, że dzieci lubią dostawać różne smakołyki ale najbardziej to lubią niespodzianki.

Pewnego dnia postanowił zrobić dzieciom niespodziankę o jakiej te maluchy nie mogły nawet marzyć. I nie tylko dzieciom, które do niego przychodziły ale wszystkim dzieciom z biednych domów. Sprzedał część swojego majątku i...

W wigilijny wieczór, kiedy dzieci rozeszły się do swoich domów, Mikołaj ubrał się ciepło w piękny czerwony strój: długi płaszcz i czapkę z pomponem, zarzucił wielki worek na plecy i wyszedł z domu. Nie zapomniał też wziąć swojej laski, bo wiadomo, że starszym ludziom jest ona niezmiernie potrzebna. Chodził przez całą noc od domu do domu, pukając cicho tak, by nie obudzić dzieci. Gdy ktoś otwierał drzwi widział tylko małą paczuszkę przed drzwiami i znikającą czerwoną postać. Dopiero nad ranem, gdy Mikołaj był już zmęczony i nie zdążył czmychnąć szybko, ktoś znajomy rozpoznał go. Zdziwił się, ale nie bardzo się nad tym zastanawiał, bo na progu zobaczył małe zawiniątko - to była lala, pewnie dla jego córeczki.

I tak już było od tej pory co roku w każdy wigilijny wieczór. Czerwona postać pojawiała się na ulicach a przed domami małe paczuszki - prezenty dla dzieci.

Wszystkie dzieci domyślały się, że to Mikołaj i bardzo go za to kochały.

Kiedy Mikołaj umarł ludzie uznali, że to piękny zwyczaj i odtąd sami zaczęli robić sobie miłe niespodzianki.

A Mikołaj... - patrzy na nich z nieba do dziś i tak się cieszy, aż biała broda mu się trzęsie.

Ewa Zawadzka
Przedszkole w Halinowie


Zaświadczenie online



numer online: 175 gości

reklama