Publikacje edukacyjne
strona główna  archiwum  dziedziny  nowości  zasady  szukaj  pomoc  poczta  redakcja 
               

 

Publikacja nr
1971
rok szkolny
2005/2006

 
Archiwum publikacji
w serwisie Publikacje edukacyjne

Fundamenty szczęśliwej rodziny

Dawno temu, w zamierzchłych czasach, mężczyźni i kobiety byli zgodnymi partnerami we wrogim i niebezpiecznym świecie. Kobieta czuła, że jest kochana i szanowana, bo jej towarzysz codziennie rano wychodził z domu i narażał życie, żeby zapewnić jej i dzieciom przetrwanie. Nie oczekiwała, że będzie wrażliwy czy troskliwy. Umiejętność dobrego porozumiewania się z partnerem nie była wpisana w zakres jej obowiązków. Jeżeli był dobrym myśliwym i potrafił odnaleźć powrotną drogę do domu, to znaczyło, że sprawdzał się jako partner. Nikt nie wymagał od niego umiejętności pielęgnowania związku. Jako żywiciel rodziny mężczyzna czuł się kochany i doceniany przez kobietę. Wprawdzie trudno było utrzymać się przy życiu, ale zachowanie związku nie sprawiało trudności. Nie miało znaczenia nawet to, czy wrócił na czas na kolację. Kobieta była bezgranicznie szczęśliwa, jeżeli w ogóle wrócił zdrów i cały. Mężczyzna i kobieta byli od siebie zależni, mimo że funkcjonowali w różnych sferach. Inaczej by nie przeżyli. Takie sprawy jak pożywienie, seks, dzieci, schronienie, bezpieczeństwo - zachęcały ich do współpracy, a zaspokojenie tych podstawowych potrzeb wymagało pełnienia konkretnych funkcji i wykazania się określonymi umiejętnościami. Mężczyźni wzięli na siebie rolę żywiciela i obrońcy, a kobiety wyspecjalizowały się w opiece nad dziećmi i prowadzeniu domu. Taki podział pracy był naturalny. To biologia zdecydowała, że kobiety rodzą dzieci, a zatem czują główną odpowiedzialność za ich wychowanie i stworzenie domu. Mężczyzna szanował i doceniał tę ich rolę, zgadzał się więc brać na siebie trud, ryzyko i niebezpieczeństwo. Wyruszał na łowy albo trzymał straż, żeby ochronić swoją partnerkę i dzieci. Mężczyźni często byli wiele dni w drodze, cierpieli kąsający mróz i palące słońce, lecz znosili te niewygody z dumą, bo w ten sposób czcili kobietę - tę, która daje życie. Z takiego, opartego na wzajemnej zależności partnerstwa mężczyzny i kobiety, które stanowiło fundament przeżycia i bezpieczeństwa, automatycznie wyrastał wzajemny szacunek i uznanie. Kiedy mężczyźni przebywali na wyprawie łowieckiej, kobiety podtrzymywały ognisko domowe. Bardzo sobie ceniły, że mogą się poświęcić opiece nad dziećmi, dbaniu o harmonię domową i nie muszą same zdobywać środków do życia. Dzięki mężczyźnie życie kobiety było bezpieczniejsze, łatwiejsze i wygodniejsze - i ten fakt sprawiał, że był on w jej oczach bohaterem. Gdy każde z partnerów wywiązywało się ze swoich podstawowych obowiązków, oboje czuli się zaspokojeni emocjonalnie i szczęśliwi. Mijały wieki, trudy życia były wciąż przeogromne i podział pracy między mężczyznami i kobietami pozostawał zasadniczo wciąż ten sam.

Dziś życie zmieniło się radykalnie. Współcześni małżonkowie nie są od siebie uzależnieni w kwestii bezpieczeństwa i przetrwania. Reguły i metody, które wypracowali nasi przodkowie stały się już nieaktualne. Teraz poszukujemy w partnerze przede wszystkim romantycznej miłości i bliskości emocjonalnej, a nie ochrony i pomocy w utrzymaniu się przy życiu. Zmiany społeczno-gospodarcze, które zaszły w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat wywarły ogromny wpływ na tradycyjne role męskie i żeńskie, które funkcjonowały od zarania dziejów. Większość kobiet zaczęła pracować zawodowo. Fakt ten spowodował, że mężczyźni utracili w ich oczach swoją tradycyjną wartość. Współczesne kobiety, coraz bardziej niezależne i samowystarczalne, nie potrzebują już żywicieli i obrońców w takim stopniu jak dawniej. Nowoczesna kobieta sama planuje swój los, sama decyduje o wyborze partnera oraz o tym kiedy i ile chce mieć dzieci. W pewnym sensie można by powiedzieć, że mężczyźni zostali pozbawieni posady. Zwolniono ich z funkcji, którą wypełniali przez niezliczone stulecia. Już nie mają tej wartości, nie cieszą się uznaniem jako jedyni żywiciele i obrońcy. Kobietom natomiast przybyło obowiązków. Są już nie tylko matkami, opiekunkami, gospodyniami domowymi, ale ponadto żywicielkami i obrończyniami. Nie kryją się w domu przed twardą, szorstką i zimną rzeczywistością świata zewnętrznego. Jak więc oczekiwać od żony, że będzie odprężona, wrażliwa, kobieca i chętna sprawiać mężowi przyjemności, jeżeli po całym dniu pracy czeka ją jeszcze gotowanie, pranie, prasowanie, zajęcie się dziećmi. Kobiety już nie chcą usługiwać mężczyznom, a mężczyźni nadal oczekują tego, czego oczekiwali ich dziadkowie i ojcowie - że będą obsługiwani.

Czasy się zmieniły i nie mamy wyboru - musimy zmienić się wraz z nimi. Przede wszystkim musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, na jakich fundamentach powinna opierać się współczesna rodzina, aby wszyscy jej członkowie czuli się spełnieni i szczęśliwi. Należy pamiętać, że szczęśliwi rodzice, to również szczęśliwe dzieci, a na ich szczęściu zależy wszystkim rodzicom chyba najbardziej.

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu typowym modelem rodziny była rodzina wielopokoleniowa: dziadkowie, rodzice i dzieci. Wiele codziennych prac domowych wykonywała babcia. W domu zawsze był ktoś z dorosłych, a to sprawiało, że pozostali domownicy chętnie do niego wracali ze świadomością, że są oczekiwani. Warunki życia były o wiele skromniejsze niż obecnie, ale był czas na wspólne wieczorne rozmowy, na żarty, spotkania rodzinne i sąsiedzkie, a przede wszystkim na umacnianie więzi między poszczególnymi członkami rodziny. Ustawiczny postęp i dążenie społeczeństwa do zgromadzenia jak największej ilości dóbr materialnych spowodowały całkowite rozluźnienie tych więzi. Nie ma nic złego w tym, że każdy chciałby żyć lepiej i mieć więcej. To zupełnie naturalne zjawisko. Dążenie do zapewnienia rodzinie wyższego standardu życia przesłoniło jednak większości społeczeństwa takie wartości jak miłość, wzajemne zrozumienie i szacunek. Dziadkowie prawie całkowicie zostali pozbawieni wpływu na wychowanie dzieci. A przecież nikt nie miał dla dzieci tyle czasu i cierpliwości, co właśnie oni i nikt lepiej nie potrafił wpoić im pewnych zasad współżycia i nauczyć okazywania szacunku innym. Lepsze warunki mieszkaniowe doprowadziły do tego, że po powrocie do domu każdy chroni się w swoim pokoju, a cała rodzina bardzo rzadko przebywa razem w tym samym pomieszczeniu. Często nawet nie mają okazji wspólnie zjeść posiłków. Jeśli już wszyscy domownicy zbiorą się razem w jednym pokoju, to zamiast ze sobą rozmawiać i okazywać sobie zainteresowanie, najczęściej oglądają telewizję.


REKLAMA

Rodzice starają się za wszelką cenę zapewnić dzieciom lepsze warunki życia niż sami mieli. Jest to zupełnie zrozumiałe. Przecież kochają swoje dzieci i chcą dla nich jak najlepiej. Wielu rodziców jednak nawet nie zauważyło pułapki, jaką zastawiło na nich życie i dali się wciągnąć w pogoń za zdobyciem jak największej ilości dóbr materialnych. Chcą zapewnić swojej rodzinie wszystko co najlepsze. Pragną mieszkać wygodnie w ładnym, dużym domu, jeździć lepszym samochodem niż sąsiad, pokazać innym, że potrafili się dorobić. Za wszelką cenę chcą mieć więcej niż inni, aby nie tylko zapewnić wysoki poziom życia rodzinie, ale również wzbudzić zazdrość otoczenia. I jest duży dom, ale ludzie, którzy w nim mieszkają stają się sobie coraz bardziej obcy. Rodzice, choć pobrali się najczęściej z wielkiej miłości, od dawna nie mieli czasu, aby powiedzieć sobie coś miłego, usiąść i spokojnie porozmawiać, czy też wybrać się na romantyczny spacer. Przecież rosną potrzeby i muszą pracować coraz więcej i więcej. Nie mają już nie tylko czasu, ale nawet siły i ochoty na pielęgnowanie uczuć. Do zwiększonego wysiłku popycha ich świadomość, że robią to wszystko dla dzieci.

A jak wygląda sytuacja dzieci w takiej rodzinie? Nie nauczą się okazywania czułości ani wrażliwości na potrzeby innych, bo nie widzą takich zachowań u swoich rodziców. Właściwie rodziców też prawie nie widzą, gdyż ci zajęci są zarabianiem pieniędzy. Z braku czasu i cierpliwości koncentrują się na zaspokojeniu potrzeb materialnych zapominając, że dzieci mają przede wszystkim potrzeby emocjonalne. Codzienny kontakt z rodzicami i budowanie wzajemnego porozumienia zastąpić musi dzieciom telewizor, komputer, nowe zabawki i środowisko rówieśnicze. Początkowo dziecko w różny sposób stara się zwrócić na siebie uwagę najbliższych. Próbuje pomóc rodzicom w niektórych pracach, ale rodzice nie mają czasu, aby gotować, sprzątać czy naprawiać coś wspólnie z dzieckiem, cierpliwie mu tłumaczyć, pokazywać, zachęcać i uczyć pokonywania trudności. Przecież szybciej tę pracę wykonają sami. Odsunięte od obowiązków domowych dziecko stara się zasłużyć na podziw i zainteresowanie rodziców sukcesami w szkole. Ale i tu czeka je rozczarowanie. Jeżeli nawet uda mu się pochwalić rodzicom, to najczęściej słyszy tylko "cieszę się", ale na to, aby wysłuchać, w jaki sposób dziecko osiągnęło ten sukces, co czuje i ile to dla niego znaczy rodzice już czasu nie mają. Dochodzi więc do przekonania, że nie warto się starać i próbuje przyciągnąć uwagę rodziców złym zachowaniem. Osiąga jedynie to, że naraża się na gniew i karę, a nie pełne zainteresowanie i zaangażowanie uczuciowe z ich strony. Ogromna potrzeba akceptacji i przynależności popycha dziecko w kierunku różnych grup nieformalnych. Rodzice powoli zaczynają tracić kontrolę nad tym, co dziecko robi i wśród jakich osób się obraca. Swój brak czasu dla dziecka rekompensują mu kupnem nowych zabawek, gier komputerowych, komórki, modnych i markowych ubrań. Dziecko szybko zauważa, że im mniej ma rodziców dla siebie, tym więcej dostaje od nich rzeczy, którymi może zaimponować kolegom. Nabiera przekonania, że w życiu liczą się tylko wartości materialne. Chce coraz więcej, aby móc utrzymać swoją pozycję w grupie. I dostaje coraz więcej, bo przecież nie może być gorzej ubrane od innych dzieci, mieć gorszych zabawek, gorszej komórki, a w wieku 18 lat jeździć gorszym samochodem niż koledzy. Zanim wkroczy w dorosłe życie zdąży doskonale opanować sztukę brania i wymagania od innych.
Z dużym prawdopodobieństwem te same wzorce zachowań, które ukształtowały jego charakter, powieli we własnej rodzinie. Coraz więcej wymagać będzie od współmałżonka nie dając nic w zamian od siebie. Będzie domagać się ciągłego wsparcia rodziców i teściów, a gdy go nie otrzyma przestanie się nimi interesować. Własnym dzieciom też nie poświęci wystarczająco czasu, nie okaże miłości i zainteresowania, bo przecież nie można oddać tego, czego się nigdy nie miało. Na takich fundamentach zbudowana rodzina z góry skazana jest na przegraną.

Przedstawiony przeze mnie scenariusz jest bardzo pesymistyczny. Możemy uważać, że nam taka przyszłość nie zagraża, bo przecież nie zatraciliśmy się tak całkowicie w pogoni za pieniędzmi. Oby tak było! Pamiętajmy jednak, że granica między tym, co konieczne, a samą chęcią posiadania jest bardzo płynna i często niezauważalna.

Wiele rodzin boryka się z zupełnie odmiennymi problemami dnia codziennego. Obawa przed utratą pracy, niemożność jej zdobycia, troska o to skąd wziąć pieniądze na opłacenie rachunków i niezbędne zakupy, wszystko to powoduje nieustanne napięcia i konflikty między małżonkami i ma decydujący wpływ na atmosferę w domu. Dzieci w takiej rodzinie czują się bardzo zagubione i albo zamykają się we własnym świecie, albo starają się jak najmniej przebywać w domu. Więź emocjonalna z rodzicami ulega całkowitemu rozluźnieniu. W przyszłości również im zabraknie podstaw, na których mogłyby zbudować szczęśliwą rodzinę.

Czy istnieje zatem jakiś sposób, który pozwoliłby nam poczuć, że tworzymy szczęśliwą rodzinę i że nasze dzieci również będą umiały taką stworzyć. Gotowej recepty na to nikt jeszcze nie wymyślił. Nie ma przecież przepisu na szczęście, bo każdy może rozumieć je inaczej. Nie zmienimy wielu rzeczy i nie cofniemy czasu, ale zdając sobie sprawę z zagrożeń jakie stoją przed współczesną rodziną możemy przynajmniej próbować zmienić siebie. Może warto czasami wyłączyć telewizor i pogawędzić z mężem czy żoną nie o problemach dnia codziennego, ale o własnych marzeniach, pobawić się z dziećmi, rozwiązać wspólnie całą rodziną krzyżówkę, wybrać się na wspólny spacer, zasiąść do wspólnego posiłku. A na pewno warto pokazać dzieciom, że rodzice potrafią ze sobą rozmawiać, uśmiechać się do siebie, okazywać sobie czułość i szacunek. Może, gdy uda nam się zatrzymać na chwilę i być przez tę chwilę z rodziną, a nie dla niej, nasza rodzina poczuje się szczęśliwsza, a my razem z nią.

Małgorzata Galanciak


Zaświadczenie online



numer online: 185 gości

reklama