Publikacje edukacyjne
strona główna  archiwum  dziedziny  nowości  zasady  szukaj  pomoc  poczta  redakcja 
               

 

Publikacja nr
2391
rok szkolny
2005/2006

 
Archiwum publikacji
w serwisie Publikacje edukacyjne

Staropolskie świętowanie, czyli jak obchodzono Święta Wielkanocne w dawnej Polsce

Staropolska religijność niewątpliwie różniła się od dzisiejszej. Była wylewna, efektowna, zewnętrzna. Jej główną cechą było głośne nabożeństwo, fundacja dla klasztoru, pielgrzymka do świętego obrazu ...

Do samej nauki kościelnej przywiązywano mniejszą wagę. Zasób wyobrażeń religijnych przeciętnie wykształconego człowieka tamtych czasów nierzadko odbiegał od oficjalnej nauki i przesuwał się wyraźnie ku legendzie i przesądowi.


REKLAMA

Informacje, jakie czerpiemy z pamiętników, utworów literackich doby staropolskiej, dają nam żywy, choć odmienny od tego, do którego przywykliśmy, obraz obchodów Wielkiego Tygodnia. Wiele tu obrzędowości i fantazji, choć z pewnością nie brak szczerej i prostej refleksji nad odbywającym się misterium.

Wielkanocne uroczystości rozpoczynały się w Niedzielę Palmową. Bardzo ważnym obrzędem tego dnia było procesyjne obwożenie na wózku drewnianej figury Chrystusa na osiołku. Towarzyszył temu także zwyczaj połykania bazi wierzbowych albo też uderzanie się gałązkami wierzbiny na pamiątkę palm, którymi witano wjeżdżającego do Jerozolimy Chrystusa.

W Wielką Środę powszechną zabawą młodzieży było tzw. zrzucanie lub topienie Judasza. Sporządzano w tym celu stosowną kukłę, którą następnie wynoszono na wieżę kościelną i zrzucano w dół. Na dole czekała już uzbrojona w kije gawiedź, by obić Judasza, a następnie spalić bądź utopić w stawie. Nie zabrakło przy tym awantur z Żydami. Jeśli bowiem zdarzało się, takiemu natknąć na rozbrykaną gromadę, często dostawało mu się jako prawdziwemu Judzie parę kijów.

Wielki Czwartek obchodzono już bardziej nastrojowo. Istniał zwyczaj, że niektórzy biskupi i magnaci na znak pokory umywali nogi dwunastu wybranym starcom, których następnie suto obdarowywano. W tym też dniu milkły dzwony i aż do rezurekcji posługiwano się "klekotem", stosowanym do dziś drewnianym instrumentem wydającym głuchy stuk.

W Wielki Piątek i Sobotę odwiedzano "groby chrystusowe" w pobliskich kościołach. Leżącego w grobie, wśród kwiatów i zapalonych świec, pilnowała specjalnie zaciągnięta warta wojskowa złożona z prawdziwych bądź przebranych żołnierzy. W Wielki Piątek można też było spotkać procesje kapników, którzy śpiewając pieśni o Męce Pańskiej obchodzili kolejne stacje. Ukryci w wielkich kapturach kapnicy biczowali się przy każdej stacji. Jeden z nich, w komży i kapie, z wieńcem cierniowym na głowie, dźwigając ogromny krzyż przedstawiał Chrystusa. Mimo, że wiele w tych pochodach teatralności, uprzytamniały one niewyrobionym religijnie odbiorcom ważniejsze etapy Męki Pańskiej.

Natomiast w sposób bardzo radosny odbywało się symboliczne pożegnanie postnych potraw, urządzany zwykle w Wielką Sobotę. Podczas "pogrzebu" żuru często wylewano go znienacka, dla żartu, komuś na głowę, zaś na drzewie w ogrodzie wieszano śledzie. Tego dnia święcono też pokarmy. O obrzędzie tym pisał w I połowie XVIII wieku pewien franciszkanin: "święcą baranka, przypominając prawdziwego Baranka Chrystusa i Jego tryumf, dlatego też zwyczajnie chorągiewki na pieczonym baranku stawiają. Święcą mięsiwa, którego się Żydom pożywać nie godziło na dowód, żeśmy przez Chrystusa Pana z jarzma starego Zakonu uwolnieni. Święcą chrzan na znak tego, że gorzkość Męki Jezusowej tego dnia w słodycz się nam i radość zamieniła i dlatego też przy tem masło święcą, które znaczy tę słodycz. Święcą na ostatek i jaja..."

W sobotę wieczór lub w niedzielę rano następował kulminacyjny moment - Rezurekcja. Uczestniczył w niej liczny tłum, albowiem w Wielką Niedzielę jak napisano i "najpodlejszy idzie do kościoła szuja". Był to zarazem początek świątecznego ucztowania. Składano proboszczowi życzenia, obdarowywano się wzajemnie pisankami. Stół zastawiony był różnie, lecz zawsze obficie. Przeważały wędliny i ciasta. Pośrodku ustawiano upieczonego bądź uformowanego w maśle baranka. Nie mogło też braknąć jaj często malowanych, którymi na początku uczty dzielono się składając sobie życzenia.

W następny dzień oblewano się wzajemnie wodą. W poniedziałki czynili to panowie, we wtorki panny, z tym że kawaler winien być przez panią którą oblał zaproszony do domu i słodkim ciastem. Formy, podobnie jak dziś owo polewanie przybierało różne: od dyskretnego kropienia pachnącą wodą po wylewanie całych wiader na głowę ofiary czy nawet wrzucanie jej do stawu lub rzeki.

Mikołaj Rej z właściwą sobie mentalnością tak oddawał nastrój owego, najradośniejszego przecież w Kościele święta: "w dzień wielkanocny kto święconego nie je, kiełbasy dla węża, chrzanu dla płuc, jarząbka dla więzienia, już zły krześcijanin. A iż w poniedziałek z panią po uszy w błoto nie wpadnie, a we wtorek kiczbą w łeb, aż oko wylezie, nie weźmie, to już nie uczynił dosyć powinności swojej."

Jak widać staropolska obrzędowość nadawała swoje piętno tym świątecznym dniom. Szczerość i wywodząca się z prostej wiary spontaniczność z jaką je obchodzono może chyba zrekompensować zarzut, iż wymiar duchowy tych dni bywał trochę zatarty.

Literatura:

  • M.Dynowska, Polska w zwyczaju i obyczaju, Jerozolima, 1944
  • M.Rej, Wybór pism, PIW, 1979
  • K.Bukowski, Biblia a literatura polska. Antologia, wyd. III, Warszawa, 1990
  • Słownik folkloru polskiego, red. J.Krzyżanowski, Warszawa, 1965
  • Słownik literatury staropolskiej, red. T.Michałowska, Wrocław, 1990

    mgr Anna Spólna
    Publiczna Szkoła Podstawowa nr 3 w Radomiu


  • Zaświadczenie online



    numer online: 60 gości

    reklama