Publikacje edukacyjne
strona główna  archiwum  dziedziny  nowości  zasady  szukaj  pomoc  poczta  redakcja 
               

 

Publikacja nr
2504
rok szkolny
2005/2006

 
Archiwum publikacji
w serwisie Publikacje edukacyjne

Refleksje na temat artykułu "Człowiek, co chce, uczynić może"

Przeglądając kolejny magazyn "Charaktery" (Charaktery nr 10 (81) październik 2003) natrafiłam na tytuł "Człowiek, co chce, uczynić może". Słowa te w nieco zmienionej formie powtarzam prawie codziennie swoim uczniom na lekcjach matematyki.

Artykuł Joanny Heidtman poruszał szeroki temat związany z samooceną i z samospełniającym się proroctwem, kategoryzowaniem, szufladkowaniem, czy etykietowaniem, z czym na co dzień mam kontakt w pracy i życiu osobistym. Bardzo dobrze znane mi są z własnego doświadczenia przytaczane przez autorkę przykłady o przekonaniach dorosłych i dzieci o tym "do czego jestem zdolny", "do czego się nadaję", "w czym mogę być dobry". Zgodzić się trzeba z opinią, że "To nikt inny, jak tylko my sami definiujemy granice swoich zdolności i możliwości. To przekonania w zdecydowanej mierze decydują o tym, czy podejmiemy jakiekolwiek próby działania, nauki, nabywania i rozwoju danej umiejętności.(...) Zestaw przekonań dotyczących własnych możliwości, zdolności i talentów zaczyna się formować w naszym życiu wcześnie.(...) wiedza o sobie pochodzi z kilku źródeł (...) Dziecko jest bezbronne wobec sądów otoczenia na jego temat, umieszczane są one w jego pamięci bez możliwości weryfikacji". I to moim zdaniem ma niezaprzeczalny wpływ na osiągnięcia dzieci w szkole i w późniejszym życiu. Informacje jakimi "nafaszerują" dziecko jego rodzice, dziadkowie, przedszkolanki czy nauczyciele ze zdwojoną siłą "kiełkują" w okresie dojrzewania. Z taką dorastającą młodzieżą pracuję na co dzień w jednym z zielonogórskich gimnazjów, usilnie przekonując ją, że matematykę da się lubić i jeżeli tylko się chce, można się jej nauczyć, a w opiniach uczniów ten przedmiot jest trudny, niezrozumiały i nudny. Rozmawiając z rodzicami tych uczniów na wywiadówkach, słyszę to samo, usprawiedliwiają oni swoje dzieci tłumacząc mi, że:

- "Jaś jest mało zdolny już od przedszkola",
- "Kasia woli przedmioty humanistyczne, nie lubi liczyć",
- "Mój syn ciągle powtarza, że nic nie rozumie, ja nigdy nie byłem orłem z matematyki więc nie mogę mu pomóc - ta cała matematyka jest taka skomplikowana",
- "Wiedziałam, że Ola będzie miał kłopoty z tym przedmiotem, ja też nie lubiłam w szkole matematyki",
- "Wiem, moje dziecko nie potrafi się skupić, gonię go do nauki, ale to leń!".

Te i inne komentarze wskazują na "wielopokoleniową" niechęć do przedmiotu. Jak to zmienić? Kolejny rok pracy w roli nauczyciela matematyki utwierdza mnie w przekonaniu, że poza szkołą najwięcej zależy od rodziców i ich doświadczeń. To oni jako pierwsi straszą szkołą zamiast zachęcać, to oni pozwalają na to, aby braki w wiadomościach pogłębiały się zamiast razem z dzieckiem przysiąść nad książkami i uzupełnić wiadomości lub po prostu je odświeżyć. Staram się wszystko zrozumieć - praca, pęd za pieniądzem, ale chyba lepiej jest zainwestować czas we własne dziecko i to jak najwcześniej. Okazuje się jednak, że o wiele łatwiej jest przyzwyczaić siebie i dziecko do trudności w nauce, tłumacząc je w wygodny dla siebie sposób. Jak zaradzić takim postawom, jak pomóc dzieciom uwierzyć w siebie i w swoje, bardzo często "drzemiące gdzieś tam" - możliwości? O tym również jest mowa w analizowanym przeze mnie artykule "Proces umożliwiania oznacza w rozwoju osobistym proces sięgania po i wykorzystania pełnego potencjału własnego i cudzego (...) metoda ta polega na stopniowym podważaniu i zmianie przekonań blokujących czerpanie z własnego potencjału".

Bardzo trudno jest trafić do ucznia, który jest głęboko przekonany o tym, że nigdy nie zrozumie i nie nauczy się matematyki, a ocena bardzo dobra czy dobra z tego przedmiotu jest czymś nieosiągalnym. Skąd u trzynastolatka tak duża świadomość swoich wad i zalet? Uważa, że nie potrafi się skupić, jest za mało zdolny, nie myśli logicznie, nie kojarzy, ma krótką pamięć, nie ma wyobraźni, ma kłopoty z liczeniem w pamięci, wszystko mu się myli i miesza, natomiast uwielbia koszykówkę, zna się na komputerach, pisze wiersze i już na pewno wie, że w przyszłości nie będzie miał nic wspólnego z matematyką. Skąd wie, czego jest w stanie się nauczyć, a czego nie przyswoi, skąd wie, że jest "typowym humanistą", dlaczego twierdzi ,że jest antytalentem matematycznym? W "pielęgnowaniu" tych cech główną rolę odgrywają tak zwane znaczące osoby, "(...) z którymi dziecko związane jest emocjonalnie, od których jest zależne, do których działań i słów odnosi swoje własne czyny i wypowiedzi (...)". Rodzice, nauczyciele i inne bliskie dla dziecka osoby mają niezaprzeczalny wpływ na poznanie i rozwój talentów oraz umiejętności. Wszyscy więc powinni zadbać o swobodne doświadczanie przez dziecko różnych dyscyplin, jego pozytywną samoocenę i wiarę we własne możliwości.

Proces umożliwiania i zastępowania wymaga dużej cierpliwości ze strony nauczyciela ale też - i to przede wszystkim samego ucznia, któremu trudno jest się zaangażować i uwierzyć w możliwość sukcesu. Bardzo często obserwuję uczniów; na początku ich edukacji w gimnazjum zapowiadam kartkówki z łatwych tematów tak, aby każdy z nich otrzymał na zachętę dobrą ocenę i co się okazuje? Dla uczniów dobrych kolejna piątka jest czymś normalnym, natomiast dla dzieci z trudnościami jest wielkim zaskoczeniem, oglądają swoją pracę, patrzą z osłupieniem na wystawioną ocenę, pytają czy będzie wpisana do dziennika, czy mogą wziąć i pokazać ją w domu. Bez sprawdzania arkuszy ocen już wiem, któremu uczniowi nauka matematyki przychodzi łatwo, a któremu sprawia kłopoty. W toku nauki uczniowie piszą trudniejsze sprawdziany, niektórzy się poddają, a otrzymane złe oceny tłumaczą na znane sposoby; ale są i takie dzieci, z którymi indywidualna praca przynosi małe sukcesy. Dużo zależy od tego czy dziecko chce i czy ma wsparcie w rodzicach, którzy powinni mobilizować je do systematycznej pracy. Na swoich zajęciach staram się poznać umiejętności dziecka, wspólnie dochodzimy do tego co uczeń lubi wykonywać, a co sprawia mu trudności, ćwiczymy rachunek pamięciowy, słucham go, pomagam mu wypowiadać się z użyciem słownictwa matematycznego. Jest trudno, ale moi uczniowie osiągają małe sukcesy, dzięki którym praca nauczyciela daje satysfakcje. Szkoda tylko, że klasy są tak liczne, godzin matematyki za mało, a pieniędzy na dodatkowe zajęcia w szkole - wcale.

Katarzyna Brzezińska
Gimnazjum nr 6 w Zielonej Górze


Zaświadczenie online



numer online: 218 gości

reklama