Publikacje edukacyjne
strona główna  archiwum  dziedziny  nowości  zasady  szukaj  pomoc  poczta  redakcja 
               

 

Publikacja nr
8795
rok szkolny
2010/2011

 
Archiwum publikacji
w serwisie Publikacje edukacyjne

Jak wydać 102 numery gazetki w 11 lat ?

A jednak się kręci...

Zgoda. Bez pasji się nie da. Ja miałem dobry start, ponieważ towarzyszyły mi wyjątkowe roczniki uczniów, których na pewno nie zapomnę. Dziś, po 11 latach wydawania szkolnego pisma i w przeddzień 102 numeru, zerkam w przeszłość, zastanawiając się, jak to możliwe, że zabawa, która zrodziła się wśród uczniów klas szóstych, gdy gimnazja dopiero powstawały, wciąż trwa.

Nieprawda, zastanawiałem się nad tym już wielokrotnie. Niejeden raz, gdy do odejścia szykowała się ekipa redaktorów, bez których nie wyobrażałem sobie nie tylko funkcjonowania pisma, ale wręcz jego istnienia, siadałem z czerwcowym numerem w dłoni, spuściwszy nos na kwintę. A jednak się kręci...


REKLAMA

Fakty

PIERWSZY NUMER: 1/1 31 października 2000 roku.
MIEJSCE: Szkoła Podstawowa nr 3 ŁSSO w Łodzi
DZIENNIKARZE: 14 ucznów klas 6.
OPIEKUN: n-l języka polskiego
BIEŻĄCY NUMER: 9/102 20 czerwca 2011 r.
MIEJSCE: Gimnazjum ŁSO w Łodzi
DZIENNIKARZE: 23 - w tym roku
103 - piszący przez 11 lat
ok. 150 - uczniowie i absolwenci ŁSO
OPIEKUN: jak wyżej
EFEKT: blisko 2000 tekstów.

Dobry przykład przyciąga najmocniej.

Przykład rówieśnika. Dlatego skupienie wokół siebie zwartej i gotowej grupy jest początkiem sukcesu. Tu niewątpliwie należy się postarać i wykorzystać własną charyzmę. Miałem to szczęście, że zacząłem z szóstymi klasami szkoły podstawowej, a ich łatwiej zapalić i porwać.

Kiedy już główna ekipa zaczęła pracować, pojawianie się nowych chętnych oraz "meteorów" było kwestią czasu. Praca szła jak w redakcji. Raz w tygodniu spotkania, ustalanie wszystkiego od początku, czyli stwarzanie produktu, sypanie pomysłami.

Ktoś musi nad tym czuwać

Od razu powiem, że nie z powodu niewydolności dzieci, ale dlatego, że szersze planowanie i dłuższa perspektywa nie leżą w zasięgu dziecka ani gimnazjalisty. Zdarzają się samorzutne działania uczniów pragnących zrobić coś po swojemu. Gdy udaje się na przykład wydanie wykonanej w całości samodzielnie gazetki, satysfakcja jest ogromna i zostaje na długo, w przeciwieństwie do zapału, który wkrótce po sprawdzeniu swoich możliwości znika. Ale przecież zamiar się udał, został zrealizowany a dziecko zyskało potwierdzenie swoich możliwości. Pozostaje z przeświadczeniem, że w dowolnym momencie przyszłości może podjąć nowe wyzwanie, któremu - już to wie - sprosta. Innym powodem zaprzestania samodzielnych działań bywa zbyt duże obciążenie i odpowiedzialność za wiele kwestii. Długodystansowość przychodzi z wiekiem.

Bez stałych rubryk?

Kiedy przejrzeć kilkanaście pierwszych numerów, rzuca się to w oczy. Oto słomiany zapał? Niekoniecznie. Nawet profesjonalista, żyjący z pracy w redakcji i budujący swoją karierę, zgubi z czasem pasję, natchnienie i bywa jedynie wyrobnikiem, zakładnikiem swojej rubryki. Tyle, że on musi ją prowadzić, uczeń nie. To zresztą głównie dorośli, szefowie czy dyrektorzy systematyzują wszystko dokoła. Dziecko i młodzież, czując konieczność pewnych stałości, potrzebuje różnorodności. Tak doszło go głównej cechy wydawanego pisma, czyli wolnej amerykanki. Nie udało się utrzymać stałych ram każdego numeru, o czym jeszcze później.

Wkrótce zniknęły również spotkania redakcyjne. Powody?
- nieprzygotowanie na czas tekstów do omówienia,
- brak pomysłów na tekst w stosownej chwili,
- znane skądinąd zabieranie się do pracy na ostatnią chwilę,
- niechęć do planowania działań,
- długie chodzenie z pomysłem "w kieszeni",
- brak natchnienia
- lub nagle nowy pomysł, który "koniecznie trzeba zrealizować",
- niechęć do pracy nad cudzymi pomysłami


Księgarnia HELION poleca:

Na koniec zostawiam powód najistotniejszy. Jeśli coś w szkole "muszę" zrobić, równa się to skojarzeniu z pracą domową i obowiązkiem. A kto chciałby na własne życzenie opodatkować się serią dodatkowych prac domowych. W dodatku na co dzień dociskam każdego pracami z języka polskiego, co niebezpiecznie zlewa się w wyrazie.

Co to takiego "termin"?

Nie trzeba być również wnikliwym obserwatorem, aby zauważyć, iż daty kolejnych wydań w żaden sposób nie układają się w jednym szeregu. Owszem, zazwyczaj po miesiącu zbierania materiałów, redagowania tekstów nowy numer ukazuje się na początku kolejnego miesiąca, ale jakoś tak się dzieje, że ten początek wciąż zmienia miejsce. "Cierpliwości wiele trzeba, niech się dzieje wola nieba". To prawda, że uczniowie nauczyli mnie wiele cierpliwości. Przede wszystkim dlatego, że wyjątkowo rzadko mnie zawodzili. Kiedy wydawało mi się, że coś na pewno się nie uda, rzeczy układały się, jakby były od dawna gdzieś zapisane. Przy tym wszystkim przesuwanie terminów druku czy zmiana osobistych planów to drobiazg.

W moim wypadku, jako opiekuna, praca sprowadza się do rozłożenia wspomnianej wcześniej godziny spotkań redakcyjnych na wiele krótszych rozmów mających miejsce przed lekcjami, podczas przerw lekcyjnych oraz po zajęciach. Mam wrażenie, że bez podchodzenia, pytania, rozmawiania, doradzania i odradzania pisemko też by funkcjonowało, ale staram się tego nie sprawdzać. Zagajanie i dowiadywanie się, co komu w danej chwili chodzi po głowie, jest przede wszystkim utrzymywaniem mobilizacji autorów. Skłaniam ich do poszperania w pomysłach, czasami w ten sposób je rodząc.

Planowanie

Na pewno warto wyprzedzać wydarzenia. Szukanie chętnego do napisania relacji po powrocie klasy z interesującego miejsca, nie jest może musztardą po obiedzie, ale nie wszystko można odzyskać. Dlatego trzeba trzymać rękę na pulsie i umówić się z konkretną osobą, a jej nastawienie na pewno ocali wiele szczegółów. Tym sposobem zyskamy na przykład zdjęcia lub ulotkę reklamową, co ułatwi redagowanie artykułu.

Mogę więcej

Nie chodzi o ilość, choć z drugiej strony tak się kończy, co jakiś czas bowiem trafi się specjalista. Z pewnością trzeba go wykorzystać. Niestety niewielu przychodzi, mówiąc wprost: "Chcę stały kącik". Najczęściej musimy ich poszukać i dowartościować złożoną ofertą. Mobilizacja jest konieczna, ponieważ choć "kącik" to wyróżnienie, to czasami cała strona do zapisania. Zachętą może być możliwość własnego opracowania graficznego, co zazwyczaj dla autora oznacza sporą frajdę i zabawę według własnego gustu. W mojej praktyce własny kąt dotyczył m.in. świata magii inspirowanego książkami z Harrym Potterem, żeglarstwa, harcerstwa, wydarzeń kulturalnych, dwukrotnie książek. Pojawiały się również ambitniejsze działania - relacje z festiwali Camerimage, prezentowane w specjalnych dodatkach ze zdjęciami i autografami.

Za jeden z najciekawszych uważam wątek zatytułowany "Alfabet szkolny", w którym uczennica w sposób satyryczny podejmowała szkolne tematy, tytułując je kolejnymi literami alfabetu od A do Z, np. "A jak Aby do przerwy", "B jak Belfer", itd.

W tym miejscu warto wspomnieć o zaskoczeniach, czyli przypadkach uczniów, którzy szerzej funkcjonowali w życiu szkolnym jedynie na forum gazetki. Nieśmiała dziewczyna, która pojawiła się, niemal nie umiejąc pracować, ze skromną wiedzą, za sprawą początkowo mniej samodzielnych informacji znalazła sobie stały temat ze świata mody i rozwinęła go licznymi tekstami analizując, zwracając uwagę na konsumpcjonizm oraz inne zagrożenia. Pisanie rozwinęło się, co pozwoliło na osiągnięcie dobrych wyników na egzaminie gimnazjalnym.

Innym ciekawym przypadkiem był chłopiec, który nie miał się czym chwalić na co dzień i zdarzało się, sprawiał swoją postawą problemy, chcąc zaistnieć w najłatwiejszy sposób. Rozpoczęcie pisania pozwoliło mu na inne, ambitniejsze zaistnienie, choćby poprzez rozmowy z innymi na temat artykułów. Pokazał się z innej strony. Okazało się, że ma coś do powiedzenia i chętnie wyrażał własne zdanie. Choć jego kłopoty nie zniknęły, pojawiały się już sporadycznie, a zdarzyło się i tak, że gdy po niestosownym zachowaniu pojawiła się groźba przerwania współpracy z gazetką, jego postawa uległa zmianie. Wolał zachować pozytywny wizerunek wśród rówieśników obu płci niż dalej robić, na co ma ochotę.

Przypadków słabszych uczniów, którzy zyskali, mobilizując się do pracy w gazetce było przez lata kilka.

O wszystkim, byle nie o życiu szkolnym

Gdybym podjął się wyliczenia wszystkich tematów podejmowanych w 102 numerach, musiałbym wynająć pracowników i dobrze im zapłacić. Jednego bez tego jestem pewien. Gimnazjalista podejmie się najnudniejszego tematu artykułu, a nie weźmie się za szkolne plotki o postawach swoich rówieśników. Jakże ta niechęć odbiega od brukowcowych skłonności w świecie dorosłych. Z moich doświadczeń wynika, że nawet zagadnienie etyczne i nacechowane troską o właściwe stosunki międzyludzkie ma na tyle mentorski charakter, że skutecznie zniechęca do komentarzy. Tym bardziej gdyby przybrało ton satyryczny. Relacje rówieśnicze nie tylko w tym wieku są zbyt ważne dla młodzieży, aby narażać się na ostracyzm. Już dzieci uczy się, że ten, który wie najlepiej, np. Smerf Mądrala, często obrywa a na pewno nie jest słuchany.

Istnieje zresztą w pewnych kwestiach bariera milczenia między świtem nastolatków i dorosłych, zwłaszcza gdy są nimi nauczyciele. O swoich sprawach tym innym się przecież nie mówi. Wreszcie, wiadomo, że trudności dojrzewania sprawiają, że nastolatek zamyka się na innych, często wstydzi, robi z igły widły.

Tylko raz zdarzyło się, że jedna z uczennic wzięła byka za rogi i plotkowała czy też "ujawniała fakty" cały rok. Zainteresowanie wzbudziła spore. Jeszcze większe tym, że udało się zachować w tajemnicy jej dane. Przyznam, że charakter miała twardy. Oczywiście, starając się kontrolować działania, nigdy nie przekroczyliśmy granicy, za którą czekają kłopoty. W końcu ujawniła się, spijając zasłużoną śmietankę.

Bonusy

Już po pierwszym roku funkcjonowania pisma młodzi redaktorzy odwiedzili redakcję Gazety Wyborczej. Rozmawiając z dziennikarzami, poznawali specyfikę pracy, jej zalety i wady. Z gimnazjalistami warto pokusić się o uczynienie tego cyklicznym punktem programu pracy prowadzącego Koło Redakcyjne. Warto też zajrzeć do redakcji różnych pism a nawet drukarni, gdzie są drukowane. Redaktorzy zintegrują się z pismem, jeśli czasami zabierzemy ich do kina, teatru czy na koncert, oczywiście dlatego, że warto, a recenzja pojawi się w kolejnym numerze.

Przy okazji profesjonalnych redakcji, warto zorientować się, czy nasi uczniowie już nie współpracują z takimi. Mam na myśli możliwości stwarzane przez Internet. W mojej niewielkiej szkole, tylko w tym roku, dwoje uczniów współpracuje z portalem sportowym oraz dużą księgarnią. Co ciekawe oboje zaczęli już w pierwszej klasie. Od jednego otrzymujemy relacje wydarzeń sportowych, od drugiego recenzje nowości wydawniczych.

Kolejną atrakcją może stać się wizyta w rozgłośni radiowej. Wybrana grupa wzięła udział w audycji poświęconej pisemku, które wydają.

Warto korzystać ze sposobności i stwarzać uczniom możliwości przeprowadzania wywiadów z ciekawymi ludźmi, np. mnie udało się zorganizować wywiad z Tomkiem Bagińskim. Ręczę, że takie sytuacje przynoszą młodzieży wielką satysfakcję i doskonale stymulują do nowych działań. Przyznam też, że od lat dziwi mnie, że uczniowie są w stanie dotrzeć do wielu ciekawych i na co dzień bardzo zajętych osób.

Gdy w pracy polonisty zdarzy mi się wyłowić pracę o wyjątkowych walorach, chętnie zamieszczam ją na stronach. Podobnie współpracuję z nauczycielem nauczycielką etyki i plastyki przy ciekawych analizach dział sztuki.

Na koniec magnes dla mniej ideowych. W trzecim roku działalności pisma, aby zachęcić niezdecydowanych, złożyłem uczniom ofertę. Za 25 punktów uzbieranych za artykuły w semestrze albo roku szkolnym podniosę na świadectwie ocenę z języka polskiego. Do dziś działa, choć nieliczni decydują się na ten mimo wszystko spory wysiłek. Nieczęsto zdarza się im otrzymać za tekst więcej niż 3 punkty, co oznacza, że trzeba albo się przyłożyć do poszczególnych tekstów, albo pisać sporo. W ostatnich latach dołączyłem do oferty warunek, by przynajmniej dwa teksty były typową reporterską relacją z terenu: recenzja spektaklu, relacja z wystawy, koncertu, meczu, uroczystości, pokazu, targów itp. Wiem, że to bardziej stymulacja do ciekawszych działań niż bonus.

Zachęcam do zasiadania z uczniem przy stoliku i omawiania błędów, które wyłapuję przy czytaniu jego tekstów. Zaowocuje w przyszłości.

Na zakończeniu roku szkolnego, obok świadectwa, zaangażowany w redagowanie pisma uczeń otrzymuje stosowny dyplom, w stylistyce gazetki, w którym umieszczam informacje o jego charakterystycznych dokonaniach.

Nawet mieszkając w małej miejscowości można wysłać gazetkę na konkurs a następnie udać się tam z wybraną ekipą Można się wtedy zorientować, że ten rodzaj uczniowskiej aktywności jest dość powszechny, co da dodatkową motywację. Można pokusić się o wygranie konkursu i przygotować porządne numery, które doceni jury.

Można i tak

Ekspresja młodzieży to jedno, prowadzenie gazetki to drugie. Inspiracja, wyznaczenie kierunku, model działań, zakres, charakter pisma zależą od opiekuna gazetki. Wspomniałem wcześniej, że długofalowa perspektywa nie leży w naturze młodzieży, która zresztą znika co trzy lata.

Można w ten sposób uczyć młodzież samodzielności, brania spraw w swoje ręce, profesjonalnego przygotowanie każdego numeru od spotkań redakcyjnych zaczynając, przez zdobywanie środków z reklam a na ewaluacji odbioru czytelników kończąc.

Próbowałem tego na początku i czegoś zabrakło, by trwało. Dziś charakter pisemka wygląda następująco.

  • Jest to pismo raczej dla piszących niż czytających. Oznacza to, że bardziej liczą się dla mnie pomysły piszących, ich chęć wypowiadania się, dzielenia się zainteresowaniami. Może dlatego wciąż są chętni. Zauważamy wysyp internetowych blogerów, zaś w księgarniach mnóstwo... nieznanych nazwisk; pisać i wydawać każdy może. Żywot gazety jest krótki, pamięć czytelników niewiele trwalsza, potrzeba wyrażania siebie stała.
  • Nie trzeba należeć do stałej ekipy redaktorów, wystarczy co jakiś czas mieć ochotę na podzielenie się czymś z innymi.
  • Wydajemy numer co miesiąc, w formacie A4, czcionką TNR 10, o objętości bardzo zróżnicowanej: od 6 do - bywało - 24 stron. Średnio od 8 do 12. W ciągu roku szkolnego ukazuje się, poza pierwszymi latami, 9 numerów.
  • Nie mamy stałych rubryk, bo młodzież niestałą jest, a opiekun - leniwy (po 11 latach sam sobie odpuszczam winę).
  • Do relacji szkolnych uroczystości, wycieczek trzeba zawczasu kogoś wyznaczyć, rzadko sami się zgłaszają. O porządne zdjęcia również niełatwo.
  • Autorzy dostarczają teksty zazwyczaj do końca każdego miesiąca.
  • Skład numeru zajmuje mi (nie próbowałem tym obarczać uczniów) raz w miesiącu cały jeden weekend, jeśli teksty docierają z opóźnieniem, czas się wydłuża. Później wydruk i powielenie na szkolnym (taniej, ale bez odpowiedniej jakości) sprzęcie.
  • Jeden egzemplarz trafia do każdej klasy. Kolejny do dyrektora szkoły, nauczycieli w pokoju - niech wiedzą, co w trawie piszczy, archiwum bibliotecznego, wreszcie każdy młody autor otrzymuje własny.
  • Recenzje lub popularnonaukowe ciekawostki i odkrycia znalezione metodą kopiuj-wklej lądują w koszu.
  • Warto postawić na fotografa oraz, co ważniejsze, na dobrego twórczego rysownika - komentatora zamieszczanych tekstów. W ten sposób zatrudniamy nie tylko piszących, ale i zdolnych artystów.

    Zakończenie

    Dlaczego młodym chce się pisać, dzielić wiedzą, zainteresowaniami? Dlaczego obkładają się dodatkowymi zajęciami? A dlaczego chce się dorosłym? Wydaje się, że dopóki nie postrzegamy swoich działań jako obowiązku czy przymusu, można się im poświęcić, zwłaszcza że w ten sposób się realizujemy, budujemy swój wizerunek. Może działa magia mediów, gazetki szkolne, ze społecznego punktu widzenia, to media, choć w małej skali.

    Potrzeba tworzenia jest jedną z ważniejszych. Od najmłodszych lat dziecko pragnie, by wytwór jego wyobraźni zrobił na kimś wrażenie. Nawet bez odbiorcy chce się stwarzać.

    W grupie rówieśniczej wyróżnienie się, zwrócenie na siebie uwagi jest nie do przecenienia. Każda dyskusja, jakikolwiek spór są przejawem istnienia własnego zdania. Kiedy zasób wiedzy lub informacji wydaje się nam większy niż u innych, chcemy się pokazać.

    Ciekawy wydaje się również dodatkowy wysiłek, który trzeba podjąć. W przeciwieństwie do prac domowych odrabianych czasem na kolanie, w pośpiechu teksty w gazetce nie mogą dać złego świadectwa o autorze. Tu nie nauczyciel z całą radą pedagogiczną jest jurorem, ale zwyczajny rówieśnik.

    Młodych twórców nie trzeba specjalnie szukać, nie trzeba do tego programów ani dotacji. Oni są dokoła. Rzecz w tym, by stworzyć im możliwości, warunki, zachęcić i pozwolić na swobodę. Zacząć można od drobiazgów, np. redagując pismo na lekcji.

    Zdaję sobie sprawę, że funkcjonowanie naszej gazetki jest dalekie od modelowego prowadzenia Koła Redakcyjnego i nie kształci samodzielnych przyszłych kadr redakcji, niemniej ma swoją wartość. Tym artykułem nie stwarzam wzorca postępowania, a jedynie dzielę się skromnymi doświadczeniami z jedenastoletniej działalności mojego koła zainteresowań.

    Dariusz Płocki


  • Zaświadczenie online



    numer online: 41 gości

    reklama

    Księgarnia HELION poleca: