Publikacje edukacyjne
strona główna  archiwum  dziedziny  nowości  zasady  szukaj  pomoc  poczta  redakcja 
               

 

Publikacja nr
9138
rok szkolny
2011/2012

 
Archiwum publikacji
w serwisie Publikacje edukacyjne

"Podstawa programowa" czyli obsesja polskiej edukacji

Przed czterema laty Katarzyna Hall, jako Minister Edukacji Narodowej, przystąpiła z pasją do demontażu praw zapobiegających dyskryminacji kilkusettysięcznej rzeszy polskich uczniów. Uruchomiła falę terroru psychicznego wobec dzieci, który jest bardzo groźny społecznie, ponieważ pozostaje niezauważalny, najczęściej nie zostawia widocznych śladów jednak niszczy i degraduje ich psychikę. Polski Rząd zgotował dyslektykom dolę określną przez Jacka Kuronia jako gorszą od doli więźnia. Skala naruszeń podstawowych praw człowieka jest w Polsce wielokrotnie większa, niż na Białorusi i chyba nawet w Chinach. Tragedią jest, że represjom organizowanym przez polski rząd są poddawane dzieci, które nie mają jeszcze odpowiedniej dojrzałości psychicznej, żeby umieć się bronić.Prawdopodobnie Katarzyna Hall nienawidzi dyslektyków za to, że są "inni". Jej program "wspierania" dyslektyków mający doprowadzić do wyeliminowania dysleksji z polskiej szkoły, ma takie znaczenie, jakby powiedziała gejom, zaakceptuję Was, ale tylko wtedy, gdy poddacie się operacjnej zmianie płci.


REKLAMA

Deklaracja Praw Dziecka głosi, że ludzkość powinna dać dziecku to, co ma najlepszego. Postuluje zapewnienie każdemu dziecku optymalnych warunków rozwoju z poszanowaniem jego odmienności. Podnosi, że dziecko z powodu niedojrzałości fizycznej i umysłowej wymaga szczególnej opieki i troski oraz odpowiedniej opieki prawnej. Parlament Europejski postuluje, żeby państwa członkowskie zwróciły szczególną uwagę na wszelkie formy dyskryminacji dzieci, w tym dyskryminacji dzieci dotkniętych trudnościami w nauce (np. dysleksją, dyskalkulią, dyspraksją) lub różnymi innymi rodzajami niepełnosprawności. Wzywa do wprowadzenia nowych zestawów przedmiotów i materiałów do szkół zapewniających wykształcenie ogólne, aby umożliwić młodym ludziom cierpiącym na jedno z najczęstszych zaburzeń uczenia się - dysleksję - pomyślne ukończenie studiów pomimo problemu z przyswajaniem wiedzy.

Przynajmniej 10% uczniów ma dysleksję. Mają oni trudności ze zrozumieniem i napisaniem tekstu wyrażonego słowami. U 4% uczniów dysleksja ma postać nazywaną głęboką. Przejawia ona się zatrzymaniem umiejętności czytania na poziomie czytania elementarnego (IIkl.s.p.) i nie osiągnięciem poziomu czytania zaawansowanego lub opóźnieniem umiejętności czytania o 3-4 lata oraz poważnymi zaburzeniami w budowaniu wypowiedzi na piśmie. W tym przypadku samo nieuwzględnianie błędów ortograficznych jest dyskryminacją. U 3,5% uczniów z powodu ADHD trudności spowodowane dysleksją nasilają się w związku z zaburzeniami koncentracji uwagi.

Brak umiejętności czytania dyslektycy nadrabiają wyrobieniem sobie innych zdolności, zwłaszcza rozumowania obrazami. Stąd potrafią myśleć kilka tysięcy razy szybciej niż inni. Wielu dyslektyków swoimi osiągnięciami zasłużyło na miano osób wybitnych. Prawdopodobnie rację ma profesor Albert Galaburda pisząc, że "osoby z dysleksją nie powinny być uważane za osoby z trudnościami w uczeniu się, ale za takie, które mają odmienne zdolności". Niestety nie są to zdolności zauważane i rozwijane w szkole. Są z pasją tłumione. Piśmiennictwo podaje, że dyslektycy są słabymi uczniami, ale dobrymi studentami. Jednak polska szkoła postawiła sobie za cel wyeliminowanie uczniów z dysleksją w postaci głębokiej z życia szkolnego i w konsekwencji społecznego. Katarzyna Hall przyznaje, że jej celem było niedopuszczenie do studiów osób z dysleksją w postaci głębokiej i dysleksją występująca łącznie z ADHD. Chodzi o to, żeby nie przynosili wstydu Ministrowi Edukacji. Dla tych uczniów największym wyzwaniem życiowym jest przebrnięcie przez szkołę z zachowaniem minimum zdrowia psychicznego.

W czasach szkolnych Jacka Kuronia nauczyciele mieli większą swobodę. Wielu z nich po tym, jak zauważyli, że dany uczeń pomimo intensywnej pracy nie daje sobie rady, starało się mu pomóc. Nie wymagali od niego całości materiału szkolnego. Na nieszczęście dyslektyków wśród nauczycieli, podobnie jak w każdej grupie społecznej, są osoby o specyficznych cechach psychologicznych, którzy realizują się gnębiąc dyslektyków. Znęcanie się nad dyslektykami jest niezauważalne. Wygląda jak zwykłe postępowanie nauczyciela, polegające na przepytywaniu ucznia. Dyslektykowi świadomie są zadawane pytania, z pozoru łatwe, ale tak dobrane, że dyslektyk nie mógł na nie odpowiedzieć. Żyje w ciągłym strachu, że znowu nauczyciel ośmieszy go przed klasą. Degraduje to psychikę dyslektyka. Sam dyslektyk nikomu się nie uskarża, bo gnębiciel ma nad nim i jego rodziną wielką przewagę psychiczną i bezwzględnie wykorzystuje autorytet nauczyciela i szkoły do kreowania opinii, że zwalcza nieuctwo i lenistwo. W razie czego zawsze może powołać się na oficjalne stanowisko Ministra Edukacji Narodowej, zaaprobowane przez Premiera Donalda Tuska, że dysleksja nie istnieje.

Wraz z reformą oświaty pojawiły się egzaminy zewnętrzne. Spowodowały, że nauczyciel znalazł się pod presją ewentualnych konsekwencji z powodu wykrycia braków wiedzy u jego ucznia. Powstała obawa, że nawet uczciwi nauczyciele nie będą już zwalniali dyslektyków z obowiązku opanowania całości materiału szkolnego i w konsekwencji będą gnębili ich wymaganiami niemożliwymi do spełnienia. Autorzy reformy oświaty sięgnęli do światowych doświadczeń w uczeniu dyslektyków oraz postanowień konwencji ratyfikowanych przez Polskę. Wprowadzono przepisy nakładające na nauczyciela obowiązek dostosowania wymagań edukacyjnych do potrzeb uczniów ze specyficznymi trudnościami w uczeniu się. Miały udaremnić nakładanie na dyslektyków obowiązków szkolnych, którym oni nie byli w stanie podołać. Młody człowiek rozwija się optymalnie, jeśli funkcjonuje w grupie rówieśniczej, gdzie systematycznie stawiane mu są odpowiednie zadania i na bieżąco jest rozliczany z ich wykonywania. Zadania powinny być tak dobrane, żeby potrafił im sprostać i skłaniały go do wytężonej pracy. Powinny zapewnić uczniowi możliwość odnoszenia sukcesów, mierzonych w szkole wysoką oceną oraz uczyć przeżywania porażek. Jeśli dany uczeń otrzymuje wyłącznie zadania, których nie potrafi wykonać, nauka szkolna traci dla niego jakikolwiek sens. Nabiera przekonania, że jest nieudacznikiem nienadającym się do życia, co odkłada się okrutnym cieniem na całe jego życie. Chyba jedynym dyslektykiem w Polsce, któremu zapewniono możliwość normalnego rozwoju w szkole był syn Katarzyny Hall, ale to już zupełnie inna historia.

Jest w polskich szkołach wielu nauczycieli, którzy z racji odpowiedniego wykształcenia i doświadczenia pedagogicznego dobrze rozumieją konieczność właściwego dostosowywania wymagań edukacyjnych do potrzeb dyslektyków. Wiedzą, że uczniowie ci muszą wkładać wiele dodatkowej pracy w opanowanie umiejętności pisania i czytania (reedukacja) oraz, że są dużo bardziej męczliwi. Bardzo często ich organizm nie jest w stanie udźwignąć wysiłku potrzebnego do opanowania wiedzy szkolnej określonej podstawą programową.

Nauczyciele jednak zauważali, że na skutek dostosowania wymagań dany uczeń przerabia mniejszą ilość materiału, niż przewiduje podstawa programowa, której opanowanie w całości sprawdzano na maturach. Stąd uczniowie, którym dostosowywano wymagania do ich potrzeb rozwojowych napotykali na egzaminach zadania z materiału szkolnego, którego nie przerabiali. Nauczyciele we własnym interesie unikali dostosowywania wymagań, żeby nie było dokumentu potwierdzającego, jaka część materiału szkolnego była przez danego ucznia przerobiona, a jaka nie była. Ten przejaw dyskryminacji dyslektyków, polegający na wymaganiu od nich na egzaminach wiedzy nieprzerabianej w szkole, czego nie oczekuje się od pozostałych uczniów, został zauważony przez Wicepremiera Romana Giertycha, który wprowadził zasadę indywidualizacji kryteriów oceniania arkuszy egzaminacyjnych maturzystów ze specyficznymi trudnościami w uczeniu się (§59 ust.9 rozporządzenia). Stosując ją egzaminator powinien odnieść pytania i zadania egzaminacyjne do wymagań ustalonych w szkole dla danego zdającego i w przypadku stwierdzenia, że dane pytanie wykracza poza ustalone wymagania, wyłączyć je z oceniania, co odpowiednio zmniejszy ogólną ilość punktów możliwych do zdobycia i poprawi wynik procentowy egzaminu. W przypadku uczniów z dysleksją głęboką powinien wyłączyć z oceniania wypracowanie z oceny z języka polskiego Wydawało się, że od chwili wprowadzenia przepisu o indywidualizacji kryteriów oceniania matur, ustała zasadnicza przeszkoda w dostosowywaniu wymagań do potrzeb dyslektyków i represjonowanie ich w szkołach powinno zaniknąć.

Według informacji, jakie uzyskałem w CKE Katarzyna Hall rozpoczęła swoje urzędowanie od zakazania stosowania przepisu dotyczącego indywidualizacji kryteriów. Skutkiem tego zakazu w latach 2008-2011, od wielu maturzystów, z rażącym naruszeniem prawa wymagano na egzaminie wiedzy, której nie przerabiali w szkole. Takie postępowanie dyrektorów Okręgowych Komisji Egzaminacyjnych, będące oczywistym naruszeniem powołanego przepisu(§59 ust.9 rozporządzenia) wyczerpującym dyspozycję art.231 k.k.. Powinno być zbadane przez prokuratorów i poddane pod ocenę sądów karnych. Jeśli w trakcie badania podobnych spraw okaże się, że dany zdający ze specyficznymi trudnościami w uczeniu się nie miał dostosowanych wymagań do jego potrzeb, utrwalonych w formie pisemnej i podpisanych przez ucznia i jego rodziców na dowód poinformowania o ich treści, odpowiedzialność karną powinien ponieść dyrektor szkoły. Skala naruszeń prawa dokonywanych przez struktury CKE nadaje tej instytucji cechy organizacji przestępczej. Zgodnie z Konwencją Praw Dziecka każdy przypadek dyskryminacji dyslektyka powinien być indywidualnie zbadany przez prokuratorów w ramach przyjętego przez Polskę zobowiązania do zapewnienia dzieciom odpowiedniej opieki prawnej.

Wicepremier Roman Giertych trafił do MEN spoza establishmentu oświaty. Stąd nie był obciążony obsesją, według której każdy uczeń ma obowiązek opanowania podstawy programowej. Oczekiwanie to w przypadku uczniów z dysleksją w postaci głębokiej trąci szaleństwem. Nie do końca wiadomo, skąd się ono bierze. Wszak Irena Dzierzgowska wielokrotnie cytowała wyniki badań naukowych potwierdzających, że po dwunastu latach najlepsi uczniowie pamiętają nie więcej niż osiem procent wiedzy szkolnej. U uczniów ważniejszy jest ich rozwój, wyrobienie ciekawości świata i umiejętności korzystania z wiedzy, niż wkucie na pomięć określonych formułek. Prawdopodobnie pracownicy ministerstwa przedkładają każdemu nowemu ministrowi do porównania charakterystykę dysleksji w postaci głębokiej: " zatrzymanie się umiejętności czytania na poziomie czytania elementarnego (II klasa szkoły podstawowej) i nieosiągnięcie czytania zaawansowanego lub opóźnienie umiejętności czytania o 3-4 lata oraz poważne zaburzenia w budowaniu wypowiedzi na piśmie" oraz zapis podstawy programowej dla uczniów szkoły podstawowej: "Do najważniejszych umiejętności zdobywanych przez ucznia w trakcie kształcenia ogólnego w szkole podstawowej należą - czytanie - rozumiane zarówno jako prosta czynność, jako umiejętność rozumienia, wykorzystywania i przetwarzania tekstów w zakresie umożliwiającym zdobywanie wiedzy, rozwój emocjonalny, intelektualny i moralny oraz uczestnictwo w życiu społeczeństwa". Stąd każdy minister wie, że nie jest możliwe sprostanie wymaganiom podstawy programowej przez ucznia z dysleksją w postaci głębokiej. Za czasów Minister Krystyny

Łybackiej wydano wykładnię stwierdzającą, że dostosowując wymagania należy uwzględniać rygory podstawy programowej w takim stopniu, w jakim uczeń potrafi im sprostać ze względu na występujące u niego trudności w uczeniu się. Ta wykładnia była ważnym krokiem w kierunku zaprzestania represjonowania dyslektyków w szkołach, które w połączeniu w przepisem wydanym przez Wicepremiera Romana Giertycha powinno całkowicie ustąpić. Inną drogą poszła Katarzyna Hall. Jej idee fixe nie dopuszczało tolerowania w szkole uczniów, którzy nie opanowują podstawy programowej. Zakazała stosowania wykładni wydanej w czasach Minister Łybackiej, a osoby w tytułami naukowymi, prawdopodobnie finansowane przez MEN zaczęły głosić, że dostosowanie wymagań nie może oznaczać ich obniżenia poniżej poziomu podstawy programowej. Zmuszanie dyslektyków do opanowania całości podstawy programowej powoduje poddanie ich terrorowi psychicznemu i wiąże się z wielokrotnym rażącym naruszaniem prawa, więc prawdopodobnie było możliwe dzięki posiadaniu przez Katarzynę Hall " towarzysko-rodzinnego immunitetu bezkarności".

Katarzyna Hall ogłosiła, że dzięki specjalnym programom 90% osób z dysleksją, z których według słów Pani Minister część ma naciągane poświadczenia, nie będzie miało tych przypadłości. Mają czas do 31 sierpnia 2012. Wtedy według Katarzyny Hall Polska stanie się jedynym krajem świata, w którym w szkołach nie będzie dyslektyków. W tym dniu przestanie obowiązywać przepis wprowadzony przez Wicepremiera Romana Giertycha, a to uruchomi nowa falę silnych represji wobec dyslektyków. Współautorka programu pozbycia się problemu dysleksji z polskiej szkoły, Profesor Edyta Gruszczyk - Kolczyńska powiedziała mi, że tych, co nie dadzą rady, dobrze by było skierować na pięcioletnią służbę wojskową, gdzie zostaną wdrożeni do pracy fizycznej. Szkoła określana przez Jacka Kuronia miejscem gorszym niż więzienie przybierze w takim przypadku formę regularnego obozu koncentracyjnego.

Profesor Zbigniew Marciniak ogłosił, że dysleksja nie istnieje. "Prawdę" tą potwierdziła Profesor Edyta Gruszczyk-Kolczyńska z Akademii Pedagogiki Specjalnej. Żadna instytucja naukowa, w tym ASP, ani żadna organizacja wspierająca dyslektyków nie zgłosili zastrzeżeń wobec głoszenia poglądu jawnie sprzecznego z obowiązującą wiedzą. MEN przyznaje, że wielu naukowców należy do płatnych współpracowników resortu. Warto, żeby dziennikarze śledczy sprawdzili, czy powyżej podane absurdalne wypowiedzi, pożądane przez Katarzynę Hall, miały związek z ewentualnymi korzyściami wypowiadających się i ile w Polsce trzeba zapłacić niektórym profesorom, żeby podpisali się pod dowolnym absurdem.

Tymi i podobnymi posunięciami Rząd Rzeczypospolitej Polskiej sprawił, że dyslektycy stali się najbardziej nielubianą grupą społeczną. Odtąd nie znalazł się i zapewne nie znajdzie się żaden polityk, który stanął by w obronie praw człowieka łamanych w stosunku do dyslektyków. Przeciwdziała temu obawa, że negatywny stosunek społeczeństwa do dyslektyków może przelać się na ich obrońców i obniżyć im poparcie. Zdają sobie sprawę, że każde podobne działanie spotka się z ripostą silnego przeciwnika w postaci MEN, który natychmiast wytknie, iż mamy tu do czynienia z obroną leni i symulantów.

Z pism Rzecznika Praw Obywatelskich wynika, że znaczenie przepisu wydanego przez Wicepremiera Giertycha oraz skutki jego uchylenia nie są mu w ogóle znane. Dla Rzecznika Praw Dziecka prawdopodobnie analizowanie przepisów prawnych wydaje się zagadnieniem zbyt trudnym, więc woli się do tego nie wtrącać. Dyslektycy i ich rodzice zostali pozostawieni sami sobie. Jeśli pojawi się myśl, że należy przekazać sprawę prokuraturze, w Kuratorium pada uprzedzenie, że wobec solidarności nauczycielskiej skarżący się nie będzie miał "życia" w żadnej szkole.

Dyskryminacja kilkusettysięcznej rzeszy uczniów z dysleksją w postaci głębokiej i dysleksją występującą łącznie z ADHD polega na tym, że w szkole stawia się im wymagania niedostosowane do ich potrzeb, co nie zapewnia im prawidłowego rozwoju, lecz go hamuje. Terroryzuje się ich stałym stawieniem wymagań, którym nie są w stanie sprostać.

Dyskryminacja uczniów z dysleksją w postaci głębokiej i dysleksją występującą łącznie z ADHD polega też na tym, że w odróżnieniu od pozostałych uczniów, na egzaminach wymaga się od nich wiedzy, której nie przerabiali w szkole, co obniża ich wynik i utrudnia dostęp do kolejnych etapów edukacyjnych.

Nie ulega też kwestii, że do czasu zaprzestania represjonowania dyslektyków w szkołach należy zawiesić obowiązek szkolny dla sześciolatków. Wśród nich jest 10% dyslektyków. Poddanie ich terrorowi psychicznemu w tak młodym wieku może całkowicie zdegradować ich psychikę.

Zbigniew Młynarski


Zaświadczenie online



numer online: 139 gości

reklama

Księgarnia HELION poleca: