Publikacje edukacyjne
strona główna  archiwum  dziedziny  nowości  zasady  szukaj  pomoc  poczta  redakcja 
               

 

Publikacja nr
9274
rok szkolny
2011/2012

 
Archiwum publikacji
w serwisie Publikacje edukacyjne

Zapętleni w kółkach

Kolejny etap roku szkolno-przedszkolnego rusza, a wraz z nim znów pojawia się cały pęczek bogatych ofert zajęć, korepetycji i innych dodatków, które organizują czas wolny maluchów i nastolatków.


REKLAMA

Jeśli porównać aktualną ofertę zajęć pozalekcyjnych (czy też w ogóle pozaszkolnych) do tej sprzed 20 lat, różnice są olbrzymie. Dziś wybór jest naturalnie o niebo większy, poczynając od korepetycji przedmiotowych, językowych, przygotowujących do egzaminów, aż po różnorodne zajęcia ruchowe. Ustalając dziecku tygodniowy plan zajęć warto pamiętać jednak o tym, by w dobrej wierze nie przesadzić z nawałem przyjemności, by planowanych atrakcji nie zamienić w męczarnię. Przeładowany grafik dziecka wynika zazwyczaj z nadgorliwości rodziców. W dzisiejszych czasach nietrudno odgadnąć pobudki takich wyborów: świat idzie do przodu w - czasem dosłownie - zastraszającym tempie. Zalew informacji, który głównie dzięki Internetowi wkracza w życie przeciętnej jednostki, jest kilkusetkrotnie większy niż jeszcze kilkanaście lat temu. Odrywając się na chwilę od oczywistych korzyści i możliwości płynących z takiego stanu rzeczy, warto zwrócić również uwagę na zagrożenia, jakie taki styl życia za sobą niesie. Dzisiejsi młodzi rodzice (22-35 lat) wychowywali się w świecie płynącym o wiele spokojniejszym rytmem. Pierwsze gry komputerowe były jeszcze tylko dodatkiem do codziennych zabaw z okoliczną dzieciarnią na podwórku, podchodów, gry w klasy, zbijanego czy bitwy na śnieżki. Podobnie większość czasu wolnego dziecka pozostawiano do jego dyspozycji - maluchy z zaplanowanym rozkładem zajęć od rana do nocy były wtedy rzadkością. Kiedy w ostatniej dekadzie codzienność nabrała tempa, dorośli dostosowali się do niej zachowując jednak ukształtowane w dzieciństwie procesy poznawcze. U większości pozostał więc chociaż szczątkowy nawyk, by przyswajane informacje próbować gromadzić na swoim "dysku twardym", a nie tylko rejestrować błyskawicznie zmieniające się obrazy. Wiedza o świecie dawkowana była w taki sposób, że zamiast przytłaczać młody umysł, pozwalała mu wypracować techniki porządkowania danych i stworzyć trwałe podwaliny umiejętności przyswajania dalszych informacji o coraz szerszym zakresie. Niestety bardzo często zapomina się, że dzisiejsze maluchy dorastają już w zupełnie innym świecie, co naturalnie ma ogromny wpływ na kształtowanie ich nawyków i percepcji otaczającej rzeczywistości. Nie bez powodu niektórzy psycholodzy, socjologowie czy nauczyciele opisują dziś proces przyswajania danych u najmłodszego pokolenia jako "kulturę obrazkową". W ekstremalnych wypadkach wygląda to tak, że ogrom materiału zostaje zredukowany do najprostszych form (ikonek), które są podawane jak na rzutniku w krótkich odstępach czasu i tylko na chwilę. Nie wspominam już o wgłębianiu się w UPROSZCZONY schemat - w takim układzie trudno zarejestrować choćby "po łebkach" wszystkie migające obrazki. Jak w takich warunkach wykształcić szacunek i racjonalne podejście do wiedzy, jak ukazać sens rzetelności pracy? Niektórzy twierdzą ogólnikowo: "Tak rozległa ogólna wiedza nie jest niezbędna, gdyż przy dzisiejszym dostępie do informacji każde pytanie - wzór, datę, proces, wydarzenie - można szybko sprawdzić, nie ma sensu zaśmiecać sobie głowy". Jak to wygląda w praktyce i jakie efekty przynosi, miałam okazję przekonać się na własne oczy ucząc w placówce z tego typu podejściem. Efekty długofalowe (w postaci zakresu wiedzy, umiejętności i podejścia studentów konkretnej renomowanej angielskiej uczelni) są równie... oryginalne. Wspomnę tylko, że studenci filologii rosyjskiej nie mają pojęcia kto to jest Wroński z Anny Kareniny (bo czytali tylko fragmenty, akurat "nie te"!), a dwunastolatki nie potrafią wymienić kontynentów. Z natłoku ikonek wyłania się więc mizerna "wiedza", jednak i tak najgorszy w tym jest wytworzony nawyk pobieżnej bylejakości.
Zdaję sobie sprawę, że to wszystko wielkie i dość abstrakcyjne słowa i pojęcia - jednak nie bez powodu znalazły się w tekście poświęconym prozaicznym decyzjom na temat "kółek" do wyboru. Zrozumiałe, że stojąc w podobnej sytuacji rodzice chcą dla dziecka jak najlepiej. U niektórych strach budzą przypuszczenia, że może... jeśli wszyscy mają tyle zajęć... a jeśli zostanie w tyle, będzie czuło się gorsze... albo będzie mniej umiało... już na starcie... . Dlatego na wszelki wypadek dziecko ląduje z planem, w którym czas do jego faktycznej dyspozycji zakłada godziny po powrocie z zajęć około dobranocki, kiedy jest już tak zmęczone, że chce tylko iść spać. Niewątpliwie maluch nie jest na tyle świadomy, by móc mądrze i samodzielnie zorganizować sobie cały czas po lekcjach, jednak przy wyborze "dodatków" warto wziąć pod uwagę opinię głównych zainteresowanych. Inaczej bardzo łatwo można spowodować, że np. "pomimo" 5-letniej nauki gry na pianinie, rozwinie się szczera nienawiść do tego instrumentu. Odpowiedź na pytanie o zasadność takiej wiedzy i umiejętności pozostaje już każdemu z rodziców. Bez dwóch zdań warto zachęcać, pokazywać nowe możliwości, a w przypadku szczególnie uodpornionych na zdobywanie przydatnych umiejętności postawić niewzruszenie kilka zadań i wyzwań, jednak do wszystkich działań należy podchodzić ze zdrowym rozsądkiem. Czy warto dać się zastraszyć propagandzie "więcej, więcej, szybciej, szybciej!!!" i otoczyć dziecko nawałem uproszczonych schematów? Chyba jednak lepiej z głową wybrać wśród bardzo bogatej oferty, by zamiast frustracji i nawyku rozbieganej uwagi zapewnić mu/jej umiejętność przyswajania wiedzy (zamiast jej strzępków) oraz kolorowe wspomnienia związane z dzieciństwem.

Katarzyna Senkowska


Zaświadczenie online Certyfikat publikacji



numer online: 154 gości

reklama

Księgarnia HELION poleca: