Publikacje edukacyjne
strona główna  archiwum  dziedziny  nowości  zasady  szukaj  pomoc  poczta  redakcja 
               

 

Publikacja nr
9342
rok szkolny
2011/2012

 
Archiwum publikacji
w serwisie Publikacje edukacyjne

Znaczenie wybranych koncepcji człowieka w rozumieniu problemu wychowania

"Każdy z nas ma własną teorię natury ludzkiej" [s.Pinker, 2005: s.17]- tymi słowami s.Pinker rozpoczyna swój traktat. Księga ta (664 strony), napisana przystępnym językiem, jest pracą właściwie naukową, a mimo to stała się bestsellerem na świecie.

Co nas, zwykłych ludzi, pociąga w rozważaniach na temat wyższości kultury nad naturą, czy też odwrotnie? Jedyną rozsądną odpowiedzią wydaje mi się twierdzenie, że problem ten dotyczy absolutnie każdego człowieka, że w istotny sposób kształtuje poglądy i wpływa na nasze życie. Prześledźmy zatem podstawowe teorie dotyczące natury ludzkiej.


REKLAMA

Termin czysta tablica (tabula rasa) przypisuje się filozofowi J. Locke'owi. "Załóżmy zatem, że umysł jest jak to się mówi, czystą kartą, nie zapisaną żadnymi znakami, że nie ma on idei, jak się dochodzi do tego, że się je zdobywa? Skąd ten ogromny zapas obrazów, niemal nieskończenie różnorodnych, którymi nieustannie czynna, nie ograniczona wyobraźnia ludzka zapełnia umysł? Skąd się bierze w umyśle cały materiał dla rozumu i wiedzy? Odpowiem na to jednym słowem: z doświadczenia" [J. Locke, 1995: s.21].

Konsekwencje przyjęcia takiej teorii natury ludzkiej są nie do przecenienia.

Po pierwsze runęła feudalna zasada dziedziczenia, nie tylko majątku, ale także przywilejów stanowych, władzy oraz mądrości i cnoty. Skoro umysły ludzkie w chwili narodzenia były jak czysta tablica, to oznaczało, że nikt nie ma natury gorszej ani podległej, ergo nikt nie rodzi się ani niewolnikiem ani królem. Sądzę, iż przemyślenia oraz nowe teorie zawsze wyprzedzają fakty nie tylko kulturowe, artystyczne, literackie, ale i historyczne.

Doktryna czystej tablicy w znacznym stopniu wpłynęła również na nauki społeczne i humanistyczne. Uczeni wszelkie ludzkie zachowania próbowali wyjaśnić, odwołując się do kilku prostych mechanizmów uczenia się. Obyczaje i układy społeczne traktowano jako wynik socjalizowania dzieci przez kulturę, czyli system językowy obrazy, stereotypy, wzorce, role oraz nagrody i kary [s.Pinker, 2005: s.22]. Teoria ta stała się obowiązującym wzorcem w polityce i etyce. Zanegowano istnienie różnic między ludźmi wynikających np. z przynależności do odmiennej rasy, płci czy narodu. Nikt, kto chciał być poważnie traktowanym politykiem czy uczonym nie mógł odwoływać się w swoich teoriach do tak oczywistych do każdego pojęć jak emocje, pokrewieństwo, płeć czy choroba. W przypadku, gdy liczą się tylko doświadczenia - jeśli zostaną zmienione - zmieni się człowiek.

Koncepcja czystej tablicy nie była jedyną obowiązującą teorią dotyczącą natury ludzkiej. J. J. Rousseau stał się propagatorem idei szlachetnego dzikusa. "Jestem tak wolny, jakim uczyniła człowieka Natura, zanim zapanowało niewolnicze prawo, kiedy po leśnych ostępach biegał szlachetny dzikus" [Rousseau, 1956: s.23].

Pojęcie to ukształtowało się w czasach, gdy Europejczycy dotarli do nieodkrytych wcześniej terenów Afryki i obu Ameryk. Z pierwszych obserwacji ludów pierwotnych wyciągnięto wnioski, że ludzie ci są z natury łagodni, pozbawieni chciwości, że nie znają własności tworzą struktury społeczne zwane wspólnotą pierwotną i że tak właśnie wyglądał ludzki świat na etapie swojej młodości a rzekomy postęp prowadzić może jedynie do schyłku gatunku [s.Pinker, 2005: s.23].

Idea szlachetnego dzikusa jak i teoria czystej tablicy stały się współcześnie, w obliczu nowych odkryć naukowych mocno anachroniczne, jednak nie pozostały bez wpływu na nasze postrzeganie rzeczywistości. Tak jak odrzucamy zjawisko np. dziedziczenia stanowisk tak również cenimy to, co naturalne. Pozostała nam świadomość, że cywilizacja to nie tylko postęp ale również zagrożenie dla człowieka.

Trzecia doktryna, którą chcę zaprezentować, to sformułowana przez Kartezjusza idea ducha w maszynie. Twierdził on, że człowiek "jest swoim umysłem, sam akt myślenia dowodzi istnienia umysłu" [Descartes, 2002: s.26]. Kartezjusz twierdził również, że umysł jest innym rodzajem bytu niż ciało. Zachowanie maszyn determinują niepodważalne prawa fizyki i chemii. Człowiek zaś dokonuje wyborów i ponosi za nie odpowiedzialność. Nie da się wyjaśnić ludzkich zachowań w kategoriach mechaniki.

Trudno nie zgodzić się z Kartezjuszem. Wprawdzie u podstaw jego teorii legły przekonania religijne, jednak utożsamianie człowieka tylko z jego cielesną powłoką jest tak trudne do zaakceptowania, że nawet marksiści uważali duszę czy raczej ducha ludzkiego za rezultat działania wyżej zorganizowanej materii.

Pora zastanowić się, jak przedstawione wyżej koncepcje natury ludzkiej przekładają się na podejście do metod i sposobów wychowania? Czy któraś z nich dominuje we współczesnej pedagogice? Czy odwołując się do tych teorii popełniono rażące i nieodwracalne błędy? Czy istnieje jeden doskonały wzorzec wychowawczy, który może być "złotym kluczem" do drzwi wszystkich problemów z dzieckiem?

Zacznijmy od pierwszej z przedstawionych koncepcji. Jeżeli prawdą by było, że każdy nowonarodzony człowiek to tabula rasa, to wychowanie byłoby sprawą w miarę prostą i łatwą. Reformując metody, stosując odpowiedni system kar i nagród osiągamy świetne wyniki. Zmieniając doświadczenia jednostki, zmieniamy społeczeństwo. Każda dyskryminacja staje się irracjonalna, ponieważ wszyscy rodzimy się tacy sami.

Dziś osiągnięcia genetyki zweryfikowały tę teorię. Jednak dziedziczymy możliwości intelektualne, wrażliwość czy nadwrażliwość, temperament a nawet choroby, również psychiczne. Obecnie rodzicom dzieci adopcyjnych nie stawia się zarzutów, że skoro ponieśli klęskę wychowawczą, to znaczy, że za mało się starali, za mało kochali, za mało…itp. Wiemy również, że dziecko może być mało zdolne, w związku z tym musimy obniżyć mu wymagania a nie szukać winy w metodach wychowania i nauczania.


Księgarnia HELION poleca:

Sądzę, że teoria czystej tablicy, z punktu widzenia pedagogiki, przyniosła więcej szkody niż pożytku. Na pewno dokonał się dzięki niej postęp społeczny: obalono feudalne monarchie, zlikwidowano (przynajmniej w teorii) przywileje płynące z racji urodzenia a ludzie stali się równi wobec prawa. Jednak błędne założenie o wpływie doświadczenia jako jedynego czynnika kształtującego osobowość człowieka doprowadziło do wielu niekorzystnych zjawisk.

W Stanach Zjednoczonych i w Europie lekarze dokonywali z różnych powodów, zmiany płci dzieci, uważając, że o rolach płciowych decyduję tylko wychowanie. Doprowadziło to do wielu ludzkich tragedii a nawet samobójstw. Kilka pokoleń rodziców i nauczycieli obarczono poczuciem winy za problemy wychowawcze z dziećmi. Właśnie to doprowadziło, moim zdaniem, do postaw pełnych lęków, obaw, niechęci do podejmowania radykalnych kroków. Zaprzestano stosowania kar i co najgorsze świadomie podważono autorytet rodziców.

W popularnych programach poradnikowych widać w jak wielu domach rządzą dzieci. Tu rodzice są stroną zdominowaną przez "małych tyranów". W obawie by nie wyrządzić dziecku krzywdy, nie stawia się przed nim żadnych wymagań ani nie określa wyraźnych granic.

Na taki stan rzeczy wpływ ma zapewne również teoria szlachetnego dzikusa. Zakładamy, że dziecko rodzi się dobre. Uważam, że sprawa ma się trochę inaczej. Dziecko nie jest ani dobre ani złe - jest niewinne. Ma pewne skłonności (odziedziczone), a mądry wychowawca musi je rozpoznać i ukierunkować. Nie można dziecku o wrodzonej aktywność kazać zbyt długo słuchać czytania książeczki. Szlachetny dzikus już "w trzecim roku życia potrafi świadomie kłamać dla osiągnięcia doraźnej korzyści" [Brejnak, 1993: s.127]. Ślepe zaufanie doprowadzić może do utrwalenia takich zachowań. Nadmierna surowość zaś spowoduje, że kłamstwo stanie się działaniem obronnym z lęku przed karą [Brejnak, 1993: s.128]. Tak więc również i ta teoria nie wytrzymuje zderzenia z rzeczywistością. Nie wolno nam jednak sądzić, że człowiek jest z natury istotą złą, o zwierzęcych skłonnościach.

Taka pedagogika traktująca dziecko jako "obiekt podejrzany" uczyniła wiele złego.

Na początku XX wieku surowość, kary cielesne, brak zaufania, tzw. niepsucie dzieci pobłażliwością doprowadziło, zdaniem niektórych humanistów, do pojawienia się totalitaryzmów, zwłaszcza faszyzmu. "Rousseau obsadził rodziców i dzieci w najważniejszych rolach w teatrze ludzkości. Dzieci są szlachetnymi dzikusami a wychowanie i kształcenie mogą albo ich wrodzonej naturze pomóc rozkwitnąć albo przytłoczyć je zepsutym brzemieniem cywilizacji" [Pinker, 2005: s.543].

Współcześni rodzice są przekonani, że los ich dzieci spoczywa całkowicie w ich rękach. Czują się winni, że ich potomstwo nie jest np. lubiane (lub obwiniają za to inne dzieci ewentualnie przedszkole, szkołę i nauczycieli). Czują się odpowiedzialni za to, że dzieci nie odnoszą sukcesów lub sięgają po narkotyki. Z kolei dzieci i młodzież myślą tak jak dorośli - zrzucają brzemię odpowiedzialność za swój los na innych, a potem w dorosłym życiu "zasilają" gabinety psychoterapeutów.

Ostatnia z teorii ducha w maszynie również miała wpływ na metody wychowania. Kształtowanie silnego charakteru, który może i powinien kontrolować maszynę leży u podstaw wielu koncepcji wychowawczych nie tylko religijnych.

Pojęcie duchowości jako źródła tajemnic jest stale obecne we współczesnej psychoterapii. Uważa się, że "tylko szczęśliwy człowiek może wychować szczęśliwe dziecko, w związku z tym próbuje się dotrzeć do naszego (zawsze skrzywdzonego) wewnętrznego dziecka" [Eichelberger, 1997].

Ogromną wagę przywiązuje się także do miłości. Dawno minęły czasy, kiedy to odwoływanie się do emocji uważano za niepoważne i nienaukowe. MIŁOŚĆ postawiona została przez psychologów na piedestale, zastąpiła tym samym obecny tam przez stulecia OBOWIĄZEK. Psychologowie mówią więcej o miłości niż duchowni W. Eichelberger [1995: s.167] wskazuje "żeby móc kochać trzeba być (…) człowiekiem wolnym. Co znaczy być człowiekiem wolnym? To znaczy, być człowiekiem, który uwolni się od własnej przyszłości, np. od negatywnych obciążających wpływów swojego rodzinnego domu, wychowania, niefortunnego, dziedzictwa kulturowego. Uwolni się też od lęku o siebie, lęku o własne przetrwanie, o przyszłość, o to czym jest. Można powiedzieć - ile wolności tyle miłości".

Jak na dłoni widać w tym fragmencie wszystkie koncepcje ludzkiej natury. Doktryny te odcisnęły swe piętno nie tylko na współczesnym życiu intelektualnym, ale także na podejściu do problemów wychowania.

Na zakończenie chciałam odnieść się do jeszcze jednego zagadnienia, o którym mówi się głośno, a mianowicie do powszechnej agresji młodych ludzi. Pozwolę sobie przedstawić kilka moich przemyśleń i wniosków. Po pierwsze uważam, że znowu współczesne koncepcje wychowawcze za mało biorą pod uwagę teorię determinacji biologicznej. Darwinowi zawdzięczmy teorię ewolucji, która tłumaczy wiele ludzkich zachowań. Wszystkie społeczności, które znamy w naturze, w jakiś sposób próbują okiełznać młode samce, najczęściej odsuwając je poza stado. Jednostki te są z natury agresywne. Agresja bywa przydatna przede wszystkim do obrony stada lub też, żeby ustalić właściwą hierarchię i dać przywództwo najsprawniejszej jednostce.

Z jednej strony wiemy, że jesteśmy istotami biologicznymi, z drugiej strony zaś zachowujemy się tak, jakby to nas nie dotyczyło. Nie mam gotowej recepty na agresję wśród nastolatków, uważam, że geneza tego problemu jest bardzo złożona: powinnyśmy przyjąć do wiadomość fakt, że wielu młodych ludzi jest z natury agresywnych - i tę cechę trzeba skanalizować. Może to być niekomercyjny sport, rywalizacja, organizacje parawojskowe, sporty ekstremalne. Nie ma również wątpliwości, że rodzice poświęcają dzieciom za mało uwagi. Ale problem, moim zdaniem, nie tkwi w godzinach spędzonych na wspólnym czytaniu czy grze w piłkę. Nie wiadomo dlaczego dzieci usuwa się z życia dorosłych. Nie uczestniczą w rodzinnych uroczystościach takich jak pogrzeby, wesela czy przyjęcia. Nie włącza się ich do prac domowych i na czas np. przeprowadzki umieszcza u babci czy cioci. Często są pozostawiane same sobie - nie mają żadnej alternatywy dla gier komputerowych czy telewizji. Śmierć znają z filmów kryminalnych i piszą bajki nie o rycerzach i czarownicach, a o terrorystach i torturach. W ich świecie dobro nie zwycięża, dlatego nie warto mu się sprzeciwiać.

Wychowanie kolejnych pokoleń jest tak stare jak ludzkość. Pedagogika stale zmienia się wraz z rozwojem cywilizacji i postępem nauki. Optymistyczny jest fakt, że zwyciężają te teorie, które za cel mają dobro dziecka, bowiem tylko szczęśliwe jednostki mogą stworzyć szczęśliwe społeczeństwa a te z kolei lepszy świat.

Literatura

1. Rousseau J. J., Rozprawa o pochodzeniu i podstawach nierówności między ludźmi, Warszawa 1956.
2. Locke J., Rozważania dotyczące rozumu ludzkiego, Warszawa 1995.
3. Descartes R., Medytacje o pierwszej filozofii, Kraków 2002.
4. Pinker S., Tabula rasa, Gdańsk 2005.
5. Brejnak W., Kocham i wychowuję, Warszawa 1993.
6. Eichelberger W., Jak wychować szczęśliwe dzieci, Warszawa 1997.
7. Eichelberger W., Pomóż sobie, Warszawa 1995.

Katarzyna Ostrowska


Zaświadczenie online



numer online: 101 gości

reklama

Księgarnia HELION poleca: