Kakofonia w literaturze to nie przypadkowy zgrzyt, ale mistrzowskie cięcie nożem po szklanej tafli języka. Świadome zestawienia spółgłoskowe jak chrzęst szczęk czy zgrzyt tramwaju nie służą tu ozdobie – mają rozbijać harmonijną strukturę tekstu, by oddać chaos ulicy, wewnętrzny rozpad bohatera lub duszność współczesnego świata. To narzędzie do malowania dźwiękiem, które od starożytności ewoluowało od prostych onomatopei po skomplikowane gry językowe. Jak pisarze XXI wieku wykorzystują dysonanse? Dlaczego polska fonetyka jest wyjątkowo podatna na te eksperymenty? I czy kakofonia może być piękna?
Definicja kakofonii jako środka stylistycznego
Termin kakofonia wywodzi się z greckiego κακοφωνία (kakofōnía), gdzie kakós oznacza „zły”, a phōnḗ – „dźwięk”. W literaturze funkcjonuje jako świadomie stosowany zabieg polegający na celowym wprowadzeniu nieprzyjemnych zestawień głosek, które wywołują u odbiorcy wrażenie dyskomfortu lub dezorientacji. Jest przeciwieństwem eufonii, która dąży do harmonii brzmieniowej.
Kakofonia nie wynika z przypadku – autorzy wykorzystują ją jako narzędzie artystyczne, by podkreślić konkretne emocje czy stany. Polega na zestawianiu spółgłosek szumiących (sz, cz, ż), zwarto-wybuchowych (p, b, t) oraz trudnych kombinacji fonetycznych. W przeciwieństwie do przypadkowych błędów językowych, ma zawsze intencjonalny charakter i służy wzmocnieniu przekazu.
W polskiej tradycji literackiej kakofonia bywa nazywana „dysonansem słownym”. Jej zastosowanie wymaga precyzji – zbyt częste powtarzanie ostrych dźwięków mogłoby przytłoczyć tekst, dlatego twórcy stosują ją punktowo. Kluczowe jest zachowanie kontrastu między fragmentami harmonijnymi a kakofonicznymi, co potęguje efekt artystyczny.
Funkcje kakofonii w utworach literackich
Ilustracja chaosu i dezintegracji to jedna z głównych ról tego środka. W scenach bitew, katastrof czy wewnętrznych rozterek kakofonia oddaje kakofonię rzeczywistości. Na przykład w opisie pola walki zestawienie słów typu grzmot, trzask, zgrzyt tworzy akustyczny odpowiednik wizualnego zamętu.
W psychologicznych portretach postaci kakofonia służy uwidocznieniu konfliktów emocjonalnych. Gdy bohater przeżywa kryzys, rytmiczne załamania i ostre spółgłoski mogą imitować „szum myśli” lub wewnętrzny dialog. W prozie Olgi Tokarczuk takie zabiegi często towarzyszą momentom przełomowym w rozwoju postaci.
Twórcy wykorzystują też kakofonię do budowania napięcia przed punktem kulminacyjnym. Nagromadzenie trudnych fonetycznie zwrotów w opisie przyrody (skrzypiący gałęziami las, zawyła wichura) zapowiada nadchodzące zagrożenie. To technika spotykana zarówno w literaturze grozy, jak i w powieściach psychologicznych.
Przykłady kakofonii w poezji polskiej
Arcydziełem kakofonii pozostaje wiersz Stanisława Barańczaka Chrzęst szczęk pstrych krów wprządł w słuch. Kombinacje spółgłoskowe typu szcz, prz, wrz imitują odgłosy walki, tworząc wrażenie inwazji dźwięków. Poeta celowo łamie rytm, by zasugerować dysharmonię świata – każdy wers przypomina terkot maszyny.
Ciekawym przykładem jest też Dies irae Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Wers A na ziemi wyrosły strzeliste krzyże zawiera celowe nagromadzenie głosek s, z, sz, które przypominają świst pocisków. Baczyński używa kakofonii nie tylko dla opisu wojennych realiów, ale też zestawienia sacrum i przemocy – metaliczne brzmienie kontrastuje z religijną symboliką.
Współcześni poeci sięgają po kakofonię dla oddania tematyki miejskiej. W Ślizgawce Marcina Świetlickiego ciąg spółgłosek w zdaniu Tramwaj zgrzytnął, zahamował, zasyczał naśladuje odgłosy komunikacji miejskiej, tworząc dźwiękowy kolaż współczesnej metropolii.
Kakofonia a eufonia – różnice i relacje
Podstawowa różnica tkwi w celu artystycznym. Eufonia dąży do płynności i melodyjności, jak we fraszce Kochanowskiego Słońce pali, ziemia płonie. Kakofonia świadomie łamie te zasady, by wywołać niepokój – porównajmy to z wersem Trzeszczy mróz, skrzypią śniegi z Balladyny, gdzie spółgłoski trz, skrz imitują odgłos zimy.
Obie techniki często współistnieją w utworze. W Lalce Prusa harmonijne opisy salonów kontrastują z kakofonicznymi fragmentami o Powiślu, gdzie dominują wyrazy typu szynk, uliczny gwar, brud. Ten kontrast uwypukla różnice społeczne – eufonia staje się symbolem porządku, kakofonia – chaosu biedy.
Współczesna literatura eksperymentalna zaciera granice między tymi środkami. W Prowadź swój pług przez kości umarłych Tokarczuk kakofoniczne opisy przyrody (skowyt psów, jęk wiatru) przeplatają się z eufonicznymi fragmentami o astrologii, tworząc polifonię znaczeń – dysonans okazuje się nośnikiem prawdy o świecie.
Techniki tworzenia efektu kakofonicznego
Kluczem jest precyzyjna inżynieria fonetyczna. Autorzy celowo dobierają wyrazy z dominacją spółgłosek zwarto-wybuchowych (p, b, t) i szeleszczących (sz, cz, ż), tworząc wrażenie „zaciągania hamulców” w tekście. W Solaris Lema dysonansowe opisy oceanu (skrzypiąca galareta, bulgotliwe pulsacje) oddają obcość żywej planety – każda głoska imituje organiczny, niepokojący szmer.
Łamanie rytmu to kolejna metoda. Gdy w harmonijnym zdaniu pojawia się nagły zgrzyt składniowy (Szedł równym krokiem, potknął się, upadł – trzask!), czytelnik fizycznie odczuwa naruszenie porządku. W prozie Masłowskiej takie pauzy często współgrają z wypowiedziami postaci z marginesu, których mowa „urywa się jak zatrzymany oddech”.
Neologizmy fonetyczne pozwalają przekroczyć granice języka. Olga Tokarczuk w Księgach Jakubowych tworzy słowa typu szczebrzuszek czy przestrzęp, które brzmią archaicznie i obco jednocześnie. To kakofonia jako wehikuł czasu – dźwięk przenosi nas w epokę, gdy polszczyzna była pełna jeszcze niewykorzystanych kombinacji głosek.
Zastosowanie kakofonii w prozie współczesnej
W literaturze najnowszej kakofonia stała się językiem urbanizacji. W Krótkiej wymianie ognia Szczepana Twardocha opis dworca (wrzask megafonów, skrzypienie wózków, terkot walizek) to dźwiękowy odpowiednik zatłoczonej przestrzeni miejskiej. Każda głoska przypomina odgłosy z życia wydarte – czytelnik nie czyta, tylko słyszy tekst.
Pisarze używają też dysonansów do dekonstrukcji tradycyjnych form. W Drachu Magdaleny Tulli zdanie Duszący duszę dżdżu dzień przekształca klasyczną aliterację w kakofoniczną grę – powtórzenie głoski dz nie ozdabia, ale dławi jak wilgotne powietrze.
Kakofonia wkracza nawet do literatury młodzieżowej. W Czarnym młynie Macieja Pieprzycy dialogi bohaterów z Zespołem Tourette’a (tiki głosowe: kukuryku! pierdzistoła!) wykorzystują dysonanse nie dla efektu komicznego, ale by oddać neurologiczny chaos. To przykład, jak ostry język staje się narzędziem empatii.
Kakofonia w kontekście językowym
Polszczyzna jest wyjątkowo podatna na kakofonię dzięki złożonym grupom spółgłoskowym. Kombinacje typu pstry, chrząszcz czy bezwzględny to fonetyczne miny – w innych językach często rozbijane samogłoskami. W Wiedźminie Sapkowskiego elficzne zaklęcia (Aenye chaos gláeddyv) celowo naśladują to zjawisko, podkreślając obcość mocy nadprzyrodzonych.
W językach tonalnych (np. chiński) kakofonia ma inny wymiar – tam dysharmonia może wynikać z błędnej intonacji, nie kombinacji głosek. Tymczasem w Lśnieniu Kinga (tłum. K. Klinger) powtarzające się redrum działa wyłącznie w angielskim oryginale – polskie morder traci ten efekt, pokazując, jak bardzo dysonans jest uwarunkowany kulturowo.
W poezji konkretnej kakofonia wykroczyła poza dźwięk. Wiersze Adriana Gheniesa układające się w kształt roztrzaskanego lustra czy pękniętej szyby to wizualne odpowiedniki dysonansu – język rozbija się tu na poziomie grafemów, tworząc uniwersalny kod chaosu.

