Kolokwializm – co to jest? Funkcje i przykłady

Strona głównaHumanistykaŚrodki stylistyczneKolokwializm - co to jest? Funkcje i przykłady

Kolokwializmy to ta część języka, która sprawia, że mowa brzmi naturalnie, a nie jak wycyzelowany referat. Używamy ich, gdy chcemy być bliżej odbiorcy, powiedzieć coś po ludzku – z emocją, skrótem, luzem. Od „czaić bazę” po „masakrę totalną” – to słowa, które nadają stylowi energii i życia, ale w niektórych kontekstach potrafią też podłożyć językową minę.

Czym jest kolokwializm?

Kolokwializm to element języka potocznegosłowo, związek frazeologiczny lub konstrukcja składniowa – używany przede wszystkim w sytuacjach nieoficjalnych. Pojawia się w rozmowach rodzinnych, wśród znajomych, w sieci, w memach, wszędzie tam, gdzie liczy się szybkość i ludzki ton wypowiedzi. Nie jest błędem sam z siebie – bywa po prostu mniej stosowny w stylu urzędowym, naukowym czy medialnie wystudiowanym. W praktyce to właśnie kolokwializmy nadają wypowiedziom swobodę, skracają dystans, pozwalają „mówić jak człowiek do człowieka”.

Najłatwiej rozpoznać je po brzmieniu i funkcji. Mają smak codzienności, często są obrazowe, emocjonalne, mięsiste. Przykłady: kumpel, ogarniać, czaić, mieć doła, walić prosto z mostu, robić sobie jaja, brać na klatę, naskrobać, pajacować, skoczyć po coś, załapać się.

Widać tu i ekspresję (robić sobie jaja), i metaforyczność (brać na klatę), i skrót myślowy (ogarniać w znaczeniu „radzić sobie”). To, co w rozmowie ze znajomymi brzmi naturalnie, w piśmie urzędowym może zabrzmieć nieprofesjonalnie.

Cechy kolokwializmów

Leksyka

Kolokwializmy nacechowane są emocjonalnie i ekspresywnie. Często noszą ocenę mówiącego: spoko, bez szału, masakra, żal, kozackie, wkurza mnie, totalnie. Dzięki temu w jednym słowie da się wyrazić postawę, której w stylu neutralnym trzeba by poświęcić cały opis. To język oszczędny, ale gęsty znaczeniowo – słowo nierzadko„pociąga za sobą kontekst środowiskowy, pokoleniowy, medialny.

Druga cecha to metaforyczność i obrazowość. Frazy w rodzaju lać wodę, pękać ze śmiechu, wyjść z siebie, zawinąć interes, dać nogę, zjeść na czymś zęby, mieć dwie lewe ręce, wbić komuś szpilę przenoszą realne doświadczenia do sfery wyobrażeń. Działają szybko: czytelnik widzi czynność, a więc łatwiej podąża za myślą. Kolokwializmy są też nośnikami skrótów myślowych: ogarniam, ogarnięte, ogar – jedno słowo streszcza „rozumiem / mam pod kontrolą / jestem ogarnięty”.

Trzecia sprawa to słownictwo środowiskowe przenikające do potoczności. Część wyrażeń ze slangu młodzieżowego lub internetowego szybko staje się ogólnorozumiana: propsować, dissować, cringe, spam, albo rodzime: bełkot, czepiać się, marudzić, jarać się. Kolokwialna leksyka jest zmienna – jedne mody gasną (spoko loko), inne się utrwalają (spoko).

Składniowe i fleksyjne

W potoczności składnia upraszcza się i przyspiesza. Częste są elipsy (opuszczenia członów oczywistych z kontekstu): Idziesz?; Kawa?; Potem.; Dzięki, następnym razem. Zdania bywają krótkie, rzucone na oddechu, łączone spójnikami typu i, bo, ale lub w ogóle zestawiane asyndetycznie: Wpadnę, ogarniemy, zobaczysz. Taki rytm daje wrażenie swobody, czasem stanowczości, czasem poufałości.

W kolokwialnej polszczyźnie żywa jest mowa zależna na skróty i mowa pozornie zależna: On do mnie, że nie przyjdzie. Ja na to: serio?; I on taki: „nie dam rady”, a ja: „dawaj!”. Spotyka się redukcje form grzecznościowych i „zalaną” interpunkcję: dajesz znać jak coś, proszę o info, dzięki.

Fleksyjnie pojawiają się formy niestandardowe lub miękkie: tego maila (zamiast ten e-mail), biorę tą opcję (zamiast tę opcję), poszłem (regionalnie/świadomie stylizacyjnie), zgrubienia i spieszczenia: kawka, fotka, kaska, piwko, autko – wszystko to sygnalizuje nieformalność.

Silna jest też derywacja słowotwórcza nadająca lekkość i ekspresję: prefiksy i sufiksy potoczne”(doklejać, przeskrolować, zeskipować, odsubować, domykać temat), zdrobnienia (czasik, projekcik), czasowniki odrzeczownikowe (mailować, czatować, googlować, followować). Konstrukcje skracające wypowiedź to również gotowe szablony: Nie ogarniam, Działa?, To się nie klei, Robimy tak:… – pozwalają przepchnąć interakcję bez budowania pełnych zdań.

Fonetyczne i graficzne

W potocznej polszczyźnie słychać i widać skróty – to właśnie one nadają wypowiedzi codzienny rytm. W mowie występują redukcje głosek i ścieśnienia: nie ma → nima, czego → cego, przecież → przecie, żebyś → żebyś/żebyś no; pojawiają się też wstawki fatyczneno, no właśnie, eee, yyy, aha – które podtrzymują kontakt i pomagają zebrać myśl.

W dialogu częste są dociągnięcia intonacyjnenooo, taaak, seriooo – sygnalizujące emocję lub dystans. W piśmie te zjawiska oddaje się graficznie: przez wielokropki („no… nie wiem”), powtórzenia liter („spoko, leeeecimy”), zapisy „podsłuchanej” mowy („żem mówił”, „żeś przegiął”, „se wezmę”). Efekt? Naturalność i „przybliżenie” mówiącego do odbiorcy.

W zapisie potocznym widoczne są też emotikony i skróty internetowe: XD, lol, imo, btw, a po polsku xD, hejka, nara. Do tego partykuły i wykrzykniki o wartości emocjonalnej: kurczę, ech, oho, ej, oraz wypełniaczetak jakby, generalnie, w sensie – które łagodzą kategoryczność lub kupują czas. W listach, czatach i komentarzach pracują znaki graficzne: kapitaliki („SERIO?”) i nadprogramowe wykrzykniki („no dawaj!!!”), czasem ironiczne cudzysłowy („specjalista”) czy memiczna pisownia małymi literami.

Warto też pamiętać o stylizacji literackiej. Autorzy, którzy chcą „podsłuchać ulicę”, sięgają po zapisy fonetyczne (np. ni ma, tyż, ino), formy regionalizujące (żeś, żeście, jo/ja), a nawet celowe błędy (poszłem, włanczać), by pokazać status postaci, jej temperament czy środowisko.

Funkcje kolokwializmów

Kolokwializmy są narzędziem relacji. Wypełniają funkcję fatyczną – podtrzymują kontakt i sygnalizują uwagę: „no jasne”, „mhm”, „no i świetnie”, „halo?”. Realizują funkcję ekspresywną – szybko podkręcają emocję: „mega się cieszę”, „masakra, jak wyszło”, „ale żal”. Pracują także impresywnie/perswazyjnie: „dawaj”, „odpuść”, „wbijaj”, „weź to ogarnij” – krótkie, energiczne, nastawione na skutek. Integrują grupę: wspólny żargonik znajomych („idziemy na szybką?, „kawka i lecimy”) buduje poczucie „my”.

W praktyce marketingowej i edukacyjnej pojedynczy kolokwializm potrafi ocieplić przekaz i skrócić dystans: „w skrócie: da się to zrobić”, „złap najważniejsze wnioski”. Ważny jest jednak dobór rejestru do odbiorcy: to, co na Instagramie zadziała jak przysiad przy stoliku, w raporcie może brzmieć jak niechlujstwo.

Dobrym kompromisem bywa kolokwialny haczyk na początku akapitu („krótko i na temat”), po którym następuje neutralne, merytoryczne rozwinięcie. Jeśli tekst ma zachęcić do działania, wybieraj czasowniki proste i energiczne („sprawdź”, „kliknij”, „zapisz się”), zamiast rozwlekłych peryfraz.

Kolokwializmy pełnią też funkcję humorystyczną i dystansującą. „No i pięknie, plan jak z obrazka – tylko czasu brak” albo „spokojnie, to się nie wywróci, najwyżej zaskrzypi” – takie wstawki rozładowują napięcie i czynią nadawcę bardziej ludzkim. Humor bywa jednak bronią obosieczną: nadużywany traci świeżość i zaczyna brzmieć jak autoparodia.

Kolokwializm, wulgaryzm, slang, dialektyzm, żargon – jakie są różnice?

  • Kolokwializm to neutralnie nieformalny element języka ogólnego: słowo, fraza lub konstrukcja używana w sytuacjach swobodnych („kumpel”, „czaić”, „wbić komuś szpilę”).
  • Wulgaryzm to ekspresja obraźliwa/tabu – może być potoczna, ale niesie mocne napięcie emocjonalne i społeczne; nadaje się do stylizacji albo świadomego efektu, nie do zwykłego tonu w pracy czy szkole.
  • Slang (często młodzieżowy) to jawny socjolekt związany z pokoleniem lub subkulturą („cringe”, „flex”, „propsy”, „dissy”), szybciej się starzeje i bywa zrozumiały głównie „w grupie”.
  • Dialektyzm/gwara to regionalny wariant języka – cechuje się inną wymową, słownictwem i frazeologią („kejter”, „antywyk”, „ino”, „kaj”), a jego użycie sygnalizuje pochodzenie lub stylizację regionalną.
  • Żargon to język środowisk zawodowych lub branż – „deadline, lead, brief, korekta autorska, wtryskarka, dyfuzor” – nie jest potoczny „z natury”, ale często przenika do potoczności.

Różnice i cechy wspólne:

  • Co mają wspólnego? Wszystkie odstają od stylu oficjalnego i niosą informację o relacji nadawcy z odbiorcą albo o przynależności do grupy/regionu/zawodu.
  • Co je różni? Skala dostępności i ładunek emocjonalny: kolokwializm – powszechny i łagodny, slang/żargon – grupowy, dialekt – regionalny, wulgaryzm – emocjonalnie „twardy”.

W praktyce, gdy pisze się do szerokiej publiczności, wybieraj kolokwializmy, które każdy zrozumie („na szybko”, „zgrubnie”, „ogarnąć”), dekoduj żargon w nawiasie („zrobimy QA – test końcowy”), slang dawkuj, a wulgaryzmy zostaw dla celowej stylizacji postaci lub mocnego efektu retorycznego.

Kolokwializmy w prozie

Realizm kocha język mówiony, bo ten najszybciej dowozi wiarygodność. W powieściach obyczajowych i miejskich słyszymy dialogi, które niemal oddychają: „dajesz znać, jak coś”, „spokojnie, ogarniemy”. Taki zapis skraca dystans do bohatera – nie przemawia jak narrator z katedry, tylko jak znajomy z klatki. Dobrze to widać w literaturze młodzieżowej, gdzie potoczność spotyka technolekt: „komp, update, robię to na szybko”. „– Nie chcę słyszeć o żadnych skarbach… Chcę sobie siedzieć przed kompem… – Pięciu literach? – Fotel.” – żart językowy jest prosty, ale czysty w odbiorze; podkreśla wiek, poczucie humoru i rytm grupy rówieśniczej.

Proza realistyczna wykorzystuje kolokwializmy do rysowania środowisk. Jedno „nara, byku” i wchodzimy w świat osiedla; jedno „dopieszczać taska” i lądujemy w openspace. Autor nie musi tłumaczyć tła, bo słowa robią scenografię. W wersji młodzieżowej potoczność często łączy się z memiczną hiperbolą i bezpośrednim zwrotem do czytelnika: „serio? no nie wierzę” – to głos pokolenia, nie przypis filologiczny. Wskazówka praktyczna: w scenach zbiorowych dawkuj potocyzmy nierównomiernie – niech mówią różnie; jednolita potoczność wszystkich postaci zlewa charaktery.

Trzeci walor to krojenie ekspresji pod tempo fabuły. Kiedy akcja przyspiesza, potoczność skraca zdania, łamie rytm, wprowadza asyndeton mówiony: „lecimy, ogarniamy, koniec gadki”. Dzięki temu narracja nie grzęźnie w opisie, tylko przeskakuje po kadrach. „– Ciekawe, czy doktor Jamnik już przyjmuje? – Lepiej nie… – Mówię poważnie!” – szybkie pingi dialogowe robią więcej niż pół strony didaskaliów.

Kolokwializmy w poezji

Poezja nie zawsze mówi podniośle. W XX wieku wielu poetów świadomie ściągnęło dykcję na ziemię: mowa codzienna, gadanie, pauzy, zawahania, a nawet błędy stały się pełnoprawnym tworzywem. Po co? Żeby zderzyć wysokie z niskim, przebić balon patosu, opisać świat takim, jakim się mówi, a nie jakim wypada pisać. „Po końcu świata… znalazłem się w środku życia… to jest stół, mówiłem” – ten minimalistyczny, zwykły ton pracuje mocniej niż barokowe metafory. Kolokwialność w wierszu bywa też ironią: zwykłe słowo wrzucone w niezwykły kontekst uderza jak kamyk w szybę.

U jednych poetów słyszymy szept codzienności, u innych – ryk ulicy. „Milcząc patrzy w piwo… myśli, że zmienił temat” – zwyczajność frazy uwalnia sensy: bez wielkich gestów, ale z wielką czułością dla mowy. Bliżej performansu pojawia się język dresiarski, okruchy slangu, szyk przestawny, potoczne rozkojarzenia. „Ani dzień dobry, ani… zero kultury” – ta dykcja celowo ociera się o brzydotę, bo prawda postaci nie bywa polakierowana.

Podobne artykuły

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj