Glosolalia w literaturze – co to jest? Wyjaśnienie i przykłady

Strona głównaHumanistykaŚrodki stylistyczneGlosolalia w literaturze - co to jest? Wyjaśnienie i przykłady

Glosolalia w literaturze to coś więcej niż zwykły bełkot – to świadomy eksperyment artystyczny, w którym brzmienie i rytm wypierają logiczny sens. Zamiast nudnych definicji, twórcy awangardowi postawili na czystą ekspresję i muzyczność mowy. To ucieczka od sztywnych reguł gramatyki w stronę pierwotnych emocji, gdzie słowa stają się instrumentami, a nie tylko narzędziami komunikacji. Sprawdź, jak ten pozorny chaos tworzy nową jakość artystyczną.

Czym jest glosolalia w literaturze?

Glosolalia w literaturze to awangardowy środek stylistyczny polegający na tworzeniu ciągów głoskowych lub wyrazopodobnych, które imitują mowę, ale są pozbawione konwencjonalnego znaczenia (semantyki). W przeciwieństwie do tradycyjnego języka, gdzie słowo „stół” odnosi się do konkretnego mebla, w glosolalii liczy się wyłącznie brzmienie, rytm i intonacja.

Termin ten wywodzi się z języka greckiego, od słów glossa (język) i lalein (mówić). W kontekście literackim jest to świadomy, artystyczny eksperyment, mający na celu uwolnienie języka od rygorów logiki i gramatyki. Autorzy stosujący ten zabieg traktują mowę nie jako narzędzie komunikacji, ale jako tworzywo muzyczne i plastyczne.

Należy wyraźnie odróżnić glosolalię literacką od religijnej (tzw. daru języków) czy medycznej.

  • W religii jest ona traktowana jako objawienie duchowe lub modlitwa,
  • w psychiatrii jako objaw zaburzeń (np. w schizofrenii).
  • W poezji i prozie jest to celowa konstrukcja artystyczna, za którą stoi konkretny zamysł twórcy – chęć zszokowania odbiorcy, wyrażenia emocji niemożliwych do opisania słowami lub powrót do „pierwotnych” źródeł mowy.

Geneza i kontekst historyczny

Eksplozja glosolalii w literaturze przypada na pierwsze dekady XX wieku. Był to czas gwałtownych przemian społecznych i traumy I wojny światowej, które zachwiały wiarą w racjonalizm i tradycyjną kulturę. Artyści uznali, że stary język – język traktatów pokojowych, gazet i logiki – skompromitował się i nie potrafi oddać nowej rzeczywistości.

Twórcy awangardowi poszukiwali więc nowych form wyrazu. Buntowali się przeciwko skostniałym regułom składni, dążąc do stworzenia języka uniwersalnego, opartego na emocjach i intuicji, a nie na rozumie. Glosolalia stała się dla nich narzędziem totalnej wolności twórczej.

Futuryzm i „słowa na wolności”

Futuryści, zafascynowani dynamiką, szybkością i nowoczesną technologią, pragnęli języka, który nadążałby za pędzącym światem. Włoski poeta Filippo Tommaso Marinetti ogłosił hasło „słów na wolności” (parole in libertà), postulując odrzucenie interpunkcji i przymiotników na rzecz czystej ekspresji rzeczowników i bezokoliczników.

Jeszcze dalej poszli futuryści rosyjscy (m.in. Wielimir Chlebnikow i Aleksiej Kruczonych), którzy stworzyli koncepcję języka pozarozumowego (tzw. zaum). Wierzyli oni, że samo brzmienie głosek niesie w sobie ukryte znaczenie, głębsze i bardziej pierwotne niż to słownikowe. Polscy futuryści, tacy jak Aleksander Wat czy Bruno Jasieński, podchwycili te idee, tworząc utwory pełne neologizmów i dźwiękowych zderzeń, które miały szokować „mieszczańską” publiczność.

Dadaizm i poezja dźwiękowa

Równolegle w Zurychu narodził się dadaizm – ruch artystyczny będący wyrazem buntu i absurdu. Dadaiści, tacy jak Hugo Ball czy Tristan Tzara, organizowali w klubie Cabaret Voltaire spektakle, podczas których recytowali tzw. poezję fonetyczną.

Dla dadaistów glosolalia była formą ucieczki od cywilizacji, która doprowadziła do wojny. Poprzez bełkot, krzyki i onomatopeiczne ciągi sylab chcieli wrócić do stanu „magicznego”, przypominającego zaklęcia szamanów lub gaworzenie dziecka. Ich wiersze nie miały nic znaczyć – miały być czystym dźwiękiem, aktem protestu przeciwko zinstrumentalizowaniu języka przez propagandę i politykę.

Funkcje glosolalii w utworze literackim

Poeci sięgają po glosolalię nie z braku umiejętności pisania, lecz w bardzo konkretnych celach artystycznych. Najważniejsze funkcje tego środka:

  • Prymat brzmienia nad sensem (funkcja muzyczna) – słowa stają się instrumentami. Poeta buduje nastrój wyłącznie poprzez dobór głosek (np. nagromadzenie szeleszczących spółgłosek dla wywołania niepokoju lub miękkich samogłosek dla ukojenia).
  • Wyrażanie stanów podświadomości – glosolalia świetnie oddaje stany transu, snu, gorączki, szaleństwa czy mistycznego uniesienia, gdzie logiczne myślenie jest wyłączone.
  • Funkcja ekspresywna i emotywna – pozwala na wyrzucenie z siebie „czystej emocji” (np. krzyku bólu, radości), której konwencjonalne słowa nie są w stanie pomieścić.
  • Prowokacja i szok – w przypadku awangardy, niezrozumiały bełkot miał na celu zburzenie przyzwyczajeń czytelnika, zmuszenie go do wyjścia poza schematyczne myślenie i zakwestionowanie definicji „sztuki”.
  • Poszukiwanie języka uniwersalnego – twórcy wierzyli czasem, że dźwięki są zrozumiałe dla wszystkich ludzi niezależnie od narodowości, ponieważ odwołują się do biologicznych instynktów.

Przykłady glosolalii w literaturze polskiej i światowej

Glosolalia w czystej postaci jest zjawiskiem rzadkim, ale niezwykle widowiskowym. Częściej spotykamy utwory, które balansują na granicy zrozumienia.

Jednym z najsłynniejszych przykładów światowych jest wiersz Hugo Balla „Karawane”. Utwór ten, recytowany w dziwacznym kartonowym kostiumie, stał się hymnem dadaizmu. Jego początek brzmi:

„jolifanto bambla o falli bambla
großiga m’pfa habla horem
égiga goramen
higo bloiko russula huju
hollaka hollala
anlogo bung
blago bung…”

W literaturze polskiej mistrzem eksperymentów z pogranicza glosolalii i neologizmów był Aleksander Wat. Jego futurystyczne utwory, takie jak JA z jednej strony i JA z drugiej strony mego mopsożelaznego piecyka, są pełne fragmentów przypominających bełkotliwy trans. Wat tworzył tzw. „namopaniki” – teksty oparte na rytmicznym powtarzaniu niezrozumiałych zbitków słownych, które miały oddawać chaos nowoczesności.

Warto również wspomnieć o Mironie Białoszewskim. Choć jego poezja zazwyczaj posiada sens (choć mocno ukryty), w swoich nagraniach magnetofonowych i performansach często przechodził w tzw. „bełkot”. Białoszewski badał granice języka mówionego, naśladując dźwięki otoczenia, zacinanie się czy mamrotanie przez sen, co zbliżało jego twórczość do glosolalii jako zapisu „życia biologicznego” mowy.

Ciekawym przykładem z pogranicza jest też cykl Słopiewnie Juliana Tuwima. Poeta stworzył tam własny język, który brzmi jak staropolszczyzna, ale składa się ze słów nieistniejących (np. „Kotłowę zjawioną, purpurowe nawie…”). Choć nie jest to czysta glosolalia (słowa mają rdzenie znaczeniowe), wiersze te realizują ten sam cel: budują świat przedstawiony wyłącznie za pomocą brzmienia.

Różnice między glosolalią a innymi środkami stylistycznymi

Glosolalia jest często mylona z innymi zabiegami językowymi.

  • Glosolalia a onomatopeja – Onomatopeja (dźwiękonaśladownictwo) imituje realne dźwięki świata (np. „szur”, „ćwir”, „bum”). Glosolalia jest tworem abstrakcyjnym – nie musi naśladować niczego, co istnieje w rzeczywistości; jest dźwiękiem samym w sobie.
  • Glosolalia a neologizm – Neologizm to nowo utworzone słowo, które zazwyczaj ma przypisane znaczenie (np. „zjesieniały” u Leśmiana oznacza kogoś, kto upodobnił się do jesieni). W glosolalii słowa-twory nie mają definicji słownikowej, a ich „znaczenie” wynika tylko z kontekstu brzmieniowego.
  • Glosolalia a instrumentacja głoskowa – Instrumentacja to dbałość o walory brzmieniowe w tekście, który jest zrozumiały (np. nagromadzenie głoski „s” w zdaniu o wężu). Glosolalia to forma skrajna, w której brzmienie całkowicie wypiera treść, czyniąc tekst niezrozumiałym na poziomie logicznym.

Podobne artykuły

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj