Motyw horacjański w literaturze

Strona głównaHumanistykaMotywy literackieMotyw horacjański w literaturze

Od starożytnego zawołania „Exegi monumentum” po współczesne wahania twórców, motyw horacjański odsłania kolejne odsłony pragnienia nieśmiertelności. Antyczna wiara w moc słowa splata się z renesansową dumą, romantycznym mesjanizmem, modernistycznym buntem i ironią dwudziestowiecznych poetów. Czy słowa rzeczywiście trwają dłużej niż marmur? Śledząc literacką sztafetę epok, zbliżamy się do odpowiedzi, która nieustannie ucieka, lecz wciąż inspiruje.

Horacjańskie źródła: „Exegi monumentum” i „Non omnis moriar”

Horacy w swojej słynnej pieśni z Księgi III rozpoczyna od odważnego wyznania, że zbudował pomnik trwalszy niż spiż, a więc poezja przewyższa materialne dzieła. Utwór pokazuje wiarę poety w moc słowa – przekonanie, że sztuka potrafi opierać się niszczycielskiej sile czasu, a imię artysty pulsuje w pamięci kolejnych pokoleń. Krótka łacińska fraza Exegi monumentum stała się symbolicznym znakiem triumfu twórczości nad przemijaniem oraz zachętą, by szukać nieśmiertelności nie w rzeczach, lecz w dokonaniach duchowych.

Nierozerwalnie łączy się z nią maksyma Non omnis moriar„nie wszystek umrę”. W tej formule tkwi pewność, że chociaż ciało przeminie, artystyczna cząstka pozostanie żywa, przekazywana przez pieśni, które będą śpiewane tak długo, jak długo ludzie czcić będą sztukę. Horacjana to zatem nie tylko gest pychy, lecz i świadectwo wiary w kulturę – w to, że kolejne epoki podejmą tę samą rozmowę o sensie istnienia, a poeta z pomocą muzy Terpsychory przedłuży własne życie poza granice biologii.

Renesansowa kontynuacja: Jan Kochanowski i duma twórcy

Jan Kochanowski, najsłynniejszy polski humanista, chętnie sięgał po antyczne inspiracje i w „Pieśni XXIV” odtwarza horacjański schemat: poeta przeobraża się w łabędzia, którym szybując ponad kontynentami głosi własną sławę. Polskie wersy powtarzają metrum i logikę oryginału, jednak zamiast Daków czy Hiszpanów pojawiają się Tatarzy, Niemcy i Anglicy, czyli narody dobrze znane renesansowemu odbiorcy.

Kochanowski przenosi również na rodzimy grunt wiarę w nieśmiertelność sztuki. Deklaruje, że twórczość unosi go ponad zwykłych ludzi, a jego imię dotrze tam, gdzie nie dotrą orły Rzeczypospolitej. W ten sposób renesans potwierdza aktualność horacjańskiego przesłania, łącząc je z nową, obywatelską dumą: poezja jest pomnikiem zarówno dla jednostki, jak i dla całego, odradzającego się po wiekach języka polskiego.

Romantyczny kult poety-wieszcza i nieśmiertelność

W epoce romantyzmu przesłanie Horacego nabiera mesjanistycznego rozmachu. Adam Mickiewicz w „Ajudahu” łączy tworzenie sztuki z cierpieniem, sugerując, że perły poezji rodzą się z bólu, lecz właśnie dlatego pozostają wieczne. Jeszcze silniej brzmi to w „Wielkiej Improwizacji”, gdzie Konrad, uniesiony mocą słowa, żąda boskiej równorzędności, bo pewien jest, że poezja kreuje rzeczywistość równie skutecznie jak Stwórca.

Juliusz Słowacki dopełnia romantyczny obraz w „Testamencie moim” i w miniaturze „Bo to jest wieszcza najjaśniejsza chwała”. Obwieszcza, że poezja przemieni „zjadaczy chleba” w ludzi ducha, a artysta, choć samotny tułacz, właśnie w izolacji zdobywa nieśmiertelną chwałę. Motyw horacjański zostaje więc poszerzony: już nie tylko jednostkowa sława jest stawką, lecz również moralne przebudzenie narodu i ciągłość duchowa wspólnoty.

Modernistyczne reinterpretacje: Sztuka wobec przemijania

Kazimierz Przerwa-Tetmajer swoim zawołaniem „Eviva l’arte!” nadaje ton fin-de-siècle’owej debacie o sensie twórczości. Sztuka staje się jedyną oazą, dzięki której artysta może poczuć się królem bez ziemi – wolnym od mieszczańskich potrzeb, choć często zagłodzonym i pozbawionym dachu nad głową. W zestawieniu z filistrami poeta jawi się jako duchowy arystokrata; materialna nędza kontrastuje z dumą, że jego imię przetrwa biedę i śmierć. Modernista świadomie rezygnuje z doczesnych wygód, wierząc, że to właśnie poezja unieśmiertelni jego los, nawet jeśli w zamian oferuje jedynie krótkotrwałe uniesienie i wieczne poczucie obcości.

Charles Baudelaire idzie krok dalej w słynnej „Padlinie”. Wyrazisty obraz rozkładającego się ciała zdaje się brutalnie przypominać o nieuchronności przemijania, lecz ostatnia strofa odwraca perspektywę: tylko poezja uratuje miłość przed nicością. Moderniści nie zrywają więc z Horacym, lecz konfrontują jego przekonania z nihilistycznym doświadczeniem końca wieku. Rezultat to gorzki realizm – świadomość, że poezja ocala, ale sama rodzi się z brzydoty i bólu, których nie sposób usunąć z ludzkiego losu.

Ironiczne i krytyczne głosy XX wieku: Rozczarowanie horacjańską ideą

W dwudziestoleciu międzywojennym optymistyczna wizja pomnika ze słów traci blask. Antoni Słonimski w wierszu „Do krytyka” drwi z pośmiertnej sławy, przyznając, że spiżowe popiersia gniją równie szybko jak papierowe tomiki zapomnianych poetów. Julian Tuwim w „Do losu” z kolei rozlicza się z własnymi złudzeniami: wymienia talenty i błyski natchnienia, które otrzymał, by podsumować, że poezja okazała się darem wątpliwym, a „wieczna chwała” bardziej nuży niż nęci.

Leopold Staff, pisząc „Ostatniego z mego pokolenia”, przyjmuje ton pogodnej rezygnacji. Nie neguje wartości twórczości, lecz nie obiecuje jej cudownej trwałości – pozostawia ją przyszłym czytelnikom, jeśli tacy w ogóle się znajdą. W tych utworach dawny patos ustępuje autoironii, a słowa Horacego stają się raczej pretekstem do refleksji nad kruchością nie tylko życia, lecz również reputacji i papierowych pomników, które łatwo rozsypują się w proch.

Poezja metafizyczna i autorefleksyjna: Wątpliwości współczesnych

Wisława Szymborska w „Radości pisania” ukazuje ironiczną grę z absolutną władzą twórcy. Poetka tworzy mikrokosmos, w którym czas można zatrzymać, lecz równocześnie podkreśla iluzoryczność własnej pozycji – wystarczy zamknąć książkę, by wykreowany świat przestał istnieć. Zawarta w wierszu lekkość i humor skrywają sceptycyzm wobec ambicji rodem z „Exegi monumentum”: jeśli trwałość dzieła zależy od spojrzenia czytelnika, nie sposób mówić o pewnej wieczności.

Tadeusz Różewicz idzie jeszcze dalej. W liryku „Poeta w czasie” pokazuje twórcę pozbawionego natchnienia, zagubionego w świecie po katastrofach XX wieku. Pisanie nie buduje pomnika – staje się raczej próbą uchwycenia oddechu pomiędzy ruinami języka. Różewicz odrzuca wyszukane metafory i pozostawia surowe frazy, które mają ocalić resztki sensu, lecz nie roszczą sobie prawa do nieśmiertelności. Współczesny poeta nie powtarza już triumfalnego „Non omnis moriar”; zamiast tego pyta, czy w ogóle warto pisać w czasach, gdy słowa tracą ciężar, a czytelnicy odwracają wzrok.

Horacjański topos w poezji angielskiej: William Szekspir

W słynnym „Sonetcie 55” Szekspir stawia odważną tezę, że „potężna rymowanka” przetrwa lepiej niż marmur i złocone monumenty książąt. Poeta świadomie przywołuje horacjańskie przeświadczenie o trwałości słowa, ale wzbogaca je o dramatyczne obrazy wojny i „brudnego czasu”, które niszczą kamienne posągi. Jego wersy pokazują, że nawet Mars ze swym mieczem nie zdoła spopielić „żywego zapisu” pamięci ukochanego. W finale sonetu pojawia się perspektywa Sądu Ostatecznego, co nadaje deklaracji nieśmiertelności wymiar kosmiczny: liryczny bohater zamieszka w oczach kochanków aż po kres świata.

Szekspir adaptuje więc antyczną ideę pomnika ze słów do angielskiego renesansu, zachowując wiarę w wiecznotrwałość poezji, lecz unika samouwielbienia Horacego. Nie obiecuje chwały sobie, lecz osobie opiewanej, dzięki czemu akt pisania staje się darem, a nie dowodem pychy. Ta subtelna zmiana przesuwa akcent z triumfu autora na moc poetyckiego języka, który niczym niezniszczalna zbroja chroni bohatera przed czasem, wojną i zapomnieniem.

Mickiewiczowski pomnik sławy w realiach zaborów

Adam Mickiewicz, sięgając po łaciński incipit „Exegi Monumentum – Aere Perennius”, przenosi antyczny topos w sam środek narodowej niewoli. Trwałość poezji przeciwstawia nie mechanizmom czasu, lecz brutalnej polityce zaborców, którzy próbują wyrwać Polakom język i tożsamość. Podmiot liryczny zapewnia, że jego pieśni przetrwają urzędnicze zakazy, ponieważ żyją w każdym zakątku kraju – od dworu po wiejski folwark, w bibliotece szlachcica i w pamięci prostego chłopa.

W tym ujęciu pomnikem nie jest już spiż ani słowo zapisane na pergaminie, lecz wspólnota czytelników, cały naród noszący poezję w sercach. Mickiewiczowe nawiązanie do Horacego nabiera dzięki temu charakteru obywatelskiego manifestu: literatura staje się bastionem oporu, a nieśmiertelność twórcy łączy się z nieśmiertelnością kultury, której nie mogą zniszczyć ani pruskie edykty, ani rosyjska cenzura. W efekcie horacjańska pewność własnej sławy zamienia się w solidarne przekonanie, że dopóki naród trwa, trwa też jego pieśń.

Podobne artykuły

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj