Hans Holbein Młodszy – malarz, który sportretował Henryka VIII tak, że monarcha do dziś kojarzy się z brodą i szerokim kontrapostem. Zanim jednak został nadwornym artystą Tudorów, terminował u ojca w Augsburgu, bawił się śmiercią w bazylejskich drzeworytach i uciekał przed reformacyjnymi zamieszkami. Jego obrazy to nie tylko wizerunki możnych, ale też zaszyfrowane historie: od czaszek ukrytych w perspektywie po polityczne aluzje w różańcach.
Skąd pochodził młody Holbein i jak zaczęła się jego artystyczna przygoda?
Hans Holbein przyszedł na świat w Augsburgu – bawarskim mieście, które w XV wieku tętniło handlem i sztuką. Jego ojciec, Hans Holbein Starszy, był uznanym malarzem późnego gotyku, więc młody Hans od kołyski obcował z pędzlami, pigmentami i szkicownikami. Razem z bratem Ambrosiusem terminowali w rodzinnym warsztacie, ucząc się podstaw rzemiosła: od przygotowywania farb po komponowanie scen religijnych. Augsburg, jako ważny ośrodek kultury, zapewniał im kontakt z dziełami Albrechta Dürera czy Matthiasa Grünewalda, co kształtowało ich artystyczną wrażliwość.
W wieku 18 lat Hans postanowił opuścić rodzinne strony i wyruszyć do Bazylei. To nie była zwykła decyzja o przeprowadzce, ale strategiczny krok w karierze. Augsburg, choć bogaty, nie oferował takiego zaplecza intelektualnego jak szwajcarskie miasto, które w tamtym czasie było istnym tyglem humanistycznych idei. Zanim jednak młody artysta dotarł do Szwajcarii, przez krótki czas pracował w Lucernie, gdzie zdobywał pierwsze zlecenia na freski i dekoracje architektoniczne.
Bazylejskie lata od czeladnika do mistrza gildii
W Bazylei Holbein trafił pod skrzydła Hansa Herbsta, lokalnego mistrza malarstwa. Początkowo zajmował się głównie ilustrowaniem książek – tworzył drzeworyty do wydań klasycznych tekstów i iluminacje do modlitewników. To właśnie wtedy rozwinął precyzję w oddawaniu detali, która stała się jego znakiem rozpoznawczym. W 1519 roku, po czterech latach nauki, otrzymał tytuł mistrza malarskiego i został przyjęty do gildii rzemieślniczej.
Bazylea okazała się dla niego nie tylko miejscem pracy, ale też przestrzenią do nawiązywania kluczowych znajomości. Przyjaźń z Erazmem z Rotterdamem, który zamówił u niego serię portretów, otworzyła mu drzwi do świata europejskich elit. To właśnie w tym okresie powstały pierwsze dojrzałe dzieła, takie jak Portret Bonifaciusa Amerbacha.
Lista najważniejszych aktywności Holbeina w Bazylei:
- Projektowanie witraży do kościołów,
- Malowanie portretów mieszczańskich rodzin,
- Tworzenie politycznych alegorii na fasadach kamienic.
Pierwsza wyprawa za kanał La Manche
W 1526 roku, zachęcony listem polecającym od Erazma, Holbein wyruszył do Anglii. Jego celem było zdobycie przychylności Tomasza More’a, królewskiego doradcy i autora Utopii. More, zafascynowany talentem malarza, gościł go w swojej posiadłości w Chelsea, gdzie Holbein stworzył serię portretów rodziny gospodarza. To wtedy po raz pierwszy sportretował też samego Henryka VIII – szkic, który stał się wstępem do późniejszej współpracy.
Pierwszy pobyt nad Tamizą nie był jednak pasmem sukcesów. Angielski dwór początkowo podchodził do niego z rezerwą, a konkurencja wśród nadwornych artystów była ogromna. Mimo to Holbein zdążył zostawić po sobie ślad – jego portrety Thomasa More’a czy biskupa Warhama do dziś zachwycają psychologiczną głębią. Po dwóch latach, z powodu narastających konfliktów religijnych w Anglii, wrócił do Bazylei, ale już wtedy wiedział, że jego przyszłość związana jest z Tudorami.
Warto dodać, że podczas tej podróży artysta odwiedził także Antwerpię, gdzie zetknął się z pracami van Eycka i Memlinga. Ich wpływ widać później w jego dążeniu do perfekcyjnego oddawania faktur tkanin i biżuterii.
Powrót do Bazylei i dojrzałe projekty
Po krótkim epizodzie angielskim Holbein wrócił do Bazylei w 1528 roku, gdzie czekało na niego niemałe wyzwanie – „Madonna burmistrza Meyera”, monumentalny ołtarz zamówiony przez lokalnego władcę. Na obrazie Maria z Dzieciątkiem otoczona jest rodziną fundatora, co było wówczas śmiałym połączeniem sacrum i świeckości. W tle widać architektoniczne detale inspirowane włoskim renesansem, a twarze postaci oddają emocje – od pobożnej zadumy po dziecięcą ciekawość.
W tym okresie artysta stworzył też serię drzeworytów, które przeszły do historii. „Taniec śmierci” to cykl 41 scen, gdzie kostucha wciąga do korowodu ludzi wszystkich stanów – od cesarza po żebraka. Holbein podkreślał, że śmierć jest demokratyczna, a jej taneczny krok nie omija nawet tych, którzy udają, że jej nie widzą. Równolegle pracował nad „Alfabetem śmierci”, gdzie każda litera ilustrowana była przez szkielety w codziennych sytuacjach – od grających w kości po zbierające winogrona.
Lista technik, które Holbein udoskonalił w Bazylei:
- Eksperymenty z perspektywą linearną,
- Stosowanie laserunków do uzyskiwania głębi kolorów,
- Precyzyjne modelowanie światłocieniem.
Malarz, który zapewnił Henrykowi VIII wieczność
Gdy w 1532 roku Holbein na dobre osiadł w Anglii, Henryk VIII miał już dość portretów, które go postarzały. Artysta rozwiązuje ten problem genialnie – maluje monarchę en face, w złocistych szatach, z szerokimi ramionami i ręką na biodrze. Ten ikoniczny wizerunek (znany dziś głównie z kopii) stał się wzorem dla wszystkich późniejszych podobizn Tudora. Co ciekawe, oryginalny fresk spłonął, ale zachowane szkice pokazują, jak Holbein kombinował z proporcjami – wydłużał nogi, poszerzał barki, by władca wyglądał na potężnego herosa.
Oprócz oficjalnych portretów malarz dokumentował życie dworskie jak paparazzi epoki renesansu. Szkicował damy w sukniach z 30 metrów jedwabiu, pazików w aksamitnych płaszczach, a nawet królewskie psy. Jego rysunki służyły później jako podkłady do obrazów, ale wiele z nich to arcydzieła samodzielne – dynamiczne, pełne charakteru. W 1542 roku stworzył autoportret, gdzie patrzy na widza przenikliwie, jakby wiedział, że za rok zaraza przerwie jego karierę.
Dzieła Hansa Holbeina, które przeszły do historii sztuki
„Ambasadorowie” z 1533 roku to nie tylko portret dwóch dyplomatów. To obraz-łamigłówka. Na pierwszy rzut oka widzimy bogato ubranych mężczyzn w otoczeniu naukowych instrumentów. Ale gdy podejdziesz bliżej i spojrzysz pod kątem – na podłodze wyłania się czaszka. Holbein bawi się tu anamorfozą, techniką zniekształcania obrazu, która działa jak XVI-wieczny filtr Instagrama. Symbolika? Vanitas – przypomnienie, że wszelka władza i wiedza są ulotne.
Inne dzieła też mają swoje sekrety. Na portrecie rodziny Meyerów różańce w dłoniach kobiet nie są zwykłymi modlitewnymi paciorkami. To aluzja do katolickiej wiary burmistrza, który zamówił obraz w czasach, gdy Bazylea przechodziła na protestantyzm. A berło w dłoniach Henryka VIII na oficjalnych portretach? To nie tylko insygnium – to narzędzie propagandy, mające podkreślić, że król jest głową kościoła.
Ostatnie lata i wpływ na kolejne pokolenia
Jesienią 1543 roku Londyn zmagał się z zarazą. Holbein, który właśnie malował portret Henryka VIII na ślub z szóstą żoną, nagle zmarł – prawdopodobnie na dżumę. Testament sporządzony na trzy dni przed śmiercią pokazuje, że nie był bogaczem: zostawił dwie nieślubne córki, stosy szkiców i niedokończone płótna. Pochowano go w nieoznakowanym grobie na cmentarzu St. Andrew Undershaft.
Mimo to jego styl przetrwał wieki. Elżbietańscy malarze kopiowali jego portrety Tudorów jak fanarty. W XIX wieku prerafaelici podziwiali precyzję detali, a współcześni kuratorzy organizują wystawy odkrywające drugie dna jego obrazów – jak niedawna ekspozycja w Londynie, gdzie „Ambasadorów” pokazano z lustrem, by widzowie sami mogli odczytać ukrytą czaszkę.


Jego umiejętność przedstawiania detali w portretach jest niesamowita. To prawdziwy mistrz malarstwa renesansowego.