W PRL-u istniała subkultura, która zamiast polityki wybrała szampana i markowe ciuchy. Poppersi – młodzieżowa elita lat 80. – buntowała się przez luksus: kombinowała, by zdobyć dżinsy Fiorucci, tańczyła do Republiki i toczyła uliczne wojny z punkami. Ich styl? Białe skarpetki, tlenione grzywki i Vespy sprowadzane z Zachodu. Poznajcie historię, która łączyła robotnicze korzenie z zachodnim szpanem.
Narodziny subkultury poppersów
Ruch poppersów narodził się w zachodnioniemieckim Hamburgu jako odpowiedź na rosnącą krytykę konsumpcjonizmu wśród ówczesnych ruchów kontrkulturowych. Młodzi ludzie, często pochodzący z zamożnych rodzin, postanowili zbuntować się przeciwko ideologicznym dyskusjom o wyzysku i nierównościach. Ich protest polegał na… kupowaniu drogich ubrań i celebrowaniu luksusu. W przeciwieństwie do punków czy hippisów, poppersi odrzucali jakąkolwiek polityczną agendę, skupiając się na hedonistycznym stylu życia.
Subkultura szybko przekroczyła granice RFN, docierając m.in. do Wielkiej Brytanii, Francji i Skandynawii. Kluczowym elementem ekspansji były dyskoteki, gdzie poppersi organizowali imprezy z szampanem w ręku i markowymi papierosami. W Polsce pierwsze ślady ruchu pojawiły się na początku lat 80., głównie za sprawą młodzieży podróżującej „na saksy” do Niemiec.
Apolityczni szpanerzy z klasą robotniczą w tle
Paradoks polskich poppersów polegał na tym, że ich wizerunkowy luksus maskował często robotnicze korzenie. W kraju pogrążonym w kryzysie ekonomicznym noszenie koszulki Fred Perry czy skórzanej kurtki Fiorucci było symbolem aspiracji, a nie rzeczywistego statusu. Subkultura przyciągała głównie dzieci z rodzin pracujących w dużych zakładach przemysłowych, które marzyły o ucieczce od szarej rzeczywistości PRL.
Choć styl bycia poppersów budził kontrowersje, ich apolityczność okazała się strategiczną zaletą. Władze komunistyczne traktowały ich z pobłażaniem – w przeciwieństwie do prześladowanych punków czy opozycjonistów. Dla wielu młodych ludzi było to wygodne: mogli „buntować się” bez ryzyka konsekwencji.
Biała skarpetka, mokasyn i tleniona grzywka
Styl poppersów to połączenie elegancji z młodzieżową nonszalancją. Ich garderoba opierała się na kilku kluczowych elementach:
- spodnie pumpy – zwężane od kolan, często importowane z Turcji lub NRD,
- mokasyny z frędzlami – obowiązkowo w połączeniu z białymi skarpetkami Burlington,
- koszulki polo – szczególnie cenione były modele Fred Perry w charakterystyczne paski,
- tlenione fryzury – przedziałek z boku, podgolone skronie i długa grzywka utrwalana lakierem.
Fryzura stała się znakiem rozpoznawczym subkultury. Wielu poppersów farbowało włosy na platynę, tworząc kontrast między ciemnymi korzeniami a jasnymi pasemkami. Dodatki? Kaszmirowe szaliki, skórzane paski z mosiężnymi klamrami i… pojedynczy koralik na cienkim łańcuszku. Wszystko po to, by podkreślić – choćby iluzoryczny – status materialny.
Modowy manifest na przekór PRL-owskiej szarości
Zdobycie oryginalnej marynarki Burberry w Polsce lat 80. wymagało przedsiębiorczości godnej agenta wywiadu. Poppersi kombinowali: wymieniali bony towarowe od zagranicznych turystów, handlowali dewizami u cinkciarzy lub przemycali ciuchy w walizkach po powrocie z „saksów”. Prawdziwym świętym Graalem były ubrania z Peweksu – butików dostępnych tylko za dolary. W tych ekskluzywnych sklepach za miesięczną pensję robotnika można było kupić dwie pary dżinsów Fiorucci.
Kultowe marki pełniły rolę społecznego wyróżnika. Biała koszula Benetton z charakterystycznym serduszkiem na metce od razu zdradzała przynależność do subkultury. Paradoks polegał na tym, że „zachodni luksus” często pochodził z drugiej ręki – kurtki Timberland zdobywano na bazarach przy Stadionie Dziesięciolecia, a kaszmirowe szaliki dziergali miejscowi chałupnicy. W warszawskich „ciuchach” za 500 złotych można było kupić podróbę Lacoste z wyciągniętą metką.
Dyskotekowe dźwięki pokolenia od Roxy Music do Republiki
Polscy poppersi przejęli od brytyjskich new romantic fascynację syntezatorami, ale dodali do tego słowiański melancholijny sznyt. Podczas gdy na Zachodzie królowały Visage i Duran Duran, nad Wisłą adaptowano ten styl przez pryzmat rodzimych wykonawców. Republika z utworem „Biała flaga” stała się nieoficjalnym hymnem pokolenia – jej elektroniczne brzmienie idealnie pasowało do dyskotekowych rytuałów.
Kluczową rolę odgrywały imprezy w klubach studenckich, gdzie mieszano zagraniczne hity z lokalnymi coverami. Na tapecie lądowały przeboje Classix Nouveaux w jednej kolejce z polskimi interpretacjami Ultravox. Charakterystyczne było łączenie romantycznych tekstów z tanecznymi rytmami – tę mieszankę doskonale oddawał toruński zespół Klincz i jego instrumentalny utwór „Latarnik”.
Punk, poppersi i wojna na uliczne manifestacje
Konflikt między tymi subkulturami przypominał starcie dwóch różnych światów. Punkom przeszkadzał poppersowski materializm, poppersi wyśmiewali punkową biedę i anarchię. W Warszawie do legend przeszły potyczki pod klubem Remont, gdzie przeciwnicy obrzucali się butelkami i puszkami po piwie.
Symbolicznym przejawem wrogości stały się napisy na murach: „Prawdziwy punk nie myje się” kontra „Poppersi to burżuazyjne świnie”. W rzeczywistości ta wojna miała głębsze podłoże klasowe – punkowa młodzież często pochodziła z inteligenckich domów, podczas gdy poppersi rekrutowali się z rodzin robotniczych. Punktem zapalnym bywały nawet fryzury: irokezy kontra wypielęgnowane grzywki. Wrocławscy skinheadzi czasem pełnili rolę mediatorów, bijąc obie strony „dla zasady”.
Rytuały poppersów dostępne nielicznym
Prawdziwy poppers nie wychodził z domu bez paczki Benson & Hedges – te papierosy kosztowały równowartość 5 dolarów, czyli połowę średniej pensji w PRL. Palenie ich na widoku było performensem statusu, podobnie jak popijanie szampana Martini z dyskotekowych kieliszków. Butelka tego trunku kosztowała tyle co trzytygodniowe zakupy w spożywczaku, co czyniło ją bardziej symbolem niż zwykłym napojem .
Kultowym środkiem transportu stały się włoskie skutery Vespa, sprowadzane przez handlarzy z NRD. Posiadacz takiego pojazdu automatycznie awansował w hierarchii subkultury – nawet jeśli musiał go pożyczać od wujka pracującego w Zachodnich Berlinie. Wieczorne przejażdżki ulicami miasta zamieniały się w parady próżności, gdzie liczyła się nie prędkość, lecz styl .
Zmierzch subkultury poppersów
Zmierzch poppersów rozpoczął się wraz z końcem edukacji ich członków. Wchodząc w dorosłość, byli zmuszeni porzucić młodzieńczy szpan na rzecz pracy w państwowych przedsiębiorstwach. Wielu byłych poppersów trafiało do milicji lub służb celnych – paradoksalnie wykorzystując tam zdobyte w młodości umiejętności handlowe .
Upadek ruchu przyspieszyły też przemiany gospodarcze końca lat 80. Dostępność zachodnich towarów w Peweksach i komisach pozbawiła ich kultowe przedmioty aureli wyjątkowości. Byli członkowie subkultury często zasilali szeregi nowej klasy średniej, przenosząc estetyczny kunszt do biznesu – otwierali pierwsze prywatne salony fryzjerskie czy butiki z importowaną odzieżą .

